Get Adobe Flash player

szukaj na stronie

Newsletter



Wiadomość HTML?

Joomla : Fundacja VIS MAIOR

Podaruj nam 1% podatku

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego

KRS: 0000136590

Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj559
mod_vvisit_counterWczoraj1128
mod_vvisit_counterW tym tygodniu5828
mod_vvisit_counterW tym miesiącu25192
mod_vvisit_counterWszystkich529812

Aktualnie: gości 5 połączonych
Twoje IP: 38.107.179.244
Dzisiaj: Maj 19, 2012
Dogopedia Informacje ogólne

Nie tylko przewodnik...

Właśnie wróciliśmy z Redem ze spaceru. Uświadomiłam sobie, że regularne wyjścia z ulubionym labradorem weszły w rytm mojego życia. Jakże pozytywnie pies je zmienił. Cały czas, tak jak dawniej, intensywnie pracuję, uczę się, wychodzę do przyjaciół, na zakupy, czasem do teatru lub kina. Teraz, kiedy mam miłego czworonoga, odwiedzam również weterynarza, szczotkuję biszkoptowe futro, dbam o psią i własną aprowizację, staram się, żeby Red każdego dnia miał możliwość zabawy i pobiegania luzem. Chcę, by nie tylko moje życie było piękniejsze, ale i jego.


Kiedy w 2005 roku starałam się o psa przewodnika, pracownicy PZN próbowali mnie zniechęcić. Argumentowali, że chyba nie mam wystarczającej ilości czasu, poza tym świetnie radzę sobie z białą laską, a pies to przecież obowiązek. Bliscy też naciskali na zmianę moich planów, ale się nie poddałam. Od dziesięciu lat marzyłam o takim przyjacielu-pomocniku i nie umiałam rozstać się z moją tęsknotą. Poza tym, po piętnastu latach korzystania z białego kijka trochę się nim zmęczyłam. Decyzję podjęłam i zaczęłam ją realizować. Nie żałuję!Latem treser współpracujący z PZN-em, pan Jerzy Przewięda, zaprosił mnie do Piły. Pojechałam tam z siostrą, żeby rodzina oswajała się z myślą o nowym przybyszu. Poznałam wtedy Reda i odtąd moje marzenie miało już swoje imię, które wywodziło się od nazwy napoju energetyzującego "Red Bull", co świetnie harmonizowało z temperamentem psa. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, o ile więcej siły ma on ode mnie. Na szczęście różniliśmy się tylko zasobami energii fizycznej, bo psychicznie to i ja jestem silna.W grudniu 2005 roku uczyłam się współpracy z Redem na kursie dla nowych właścicieli psów-przewodników w Pile. To były sympatyczne dwa tygodnie, zakończone dobrze zdanym egzaminem przez psa, no i oczywiście przeze mnie. Oszołomiona ilością wrażeń, nie przewidywałam czekających początkowo trudności i nowych wyzwań, a także późniejszej, wielkiej satysfakcji.Po przyjeździe do Warszawy silny osobowościowo Red wyglądał na wyraźnie zagubionego. Ruch w centrum dużego miasta onieśmielał go. Gdy Pan Jerzy nas opuścił, wypadło mi pójść do okulistki. Zostawiłam samego psa w domu, bo obawiałam się, że w przychodni mogą być z nim problemy. Włączyłam więc mu radio, zgodnie z zaleceniami metodycznymi, do miski nalałam wody, zaświeciłam światło. Wracając z powrotem do domu, już na dole usłyszałam dyskotekę na trzecim piętrze, gdzie mieszkam. To była sprawka Reda. Nie wiem, jak podkręcił radioodbiornik. Gdy weszłam do mieszkania, radośnie skakał w huku muzyki, tańcząc wokół mnie i własnego ogona, jakby rapował na dyskotece. Te wielorako manifestowane przy każdej okazji przejawy psiego szczęścia pomagały mi przetrwać pierwsze trudne miesiące wzajemnego docierania się, co od czasu do czasu trochę bolało. Kilka razy np. zderzyłam się ze słupem, rozbiłam kolano na kwietniku; podążając za moim psem ścigającym pobratymca, sfrunęłam ze schodów. Kiedy miałam już jakieś osiągnięcia w ?układaniu? psa, wtedy Redzio na wybiegu samowolnie chlupnął w jezioro i przeciął łapę. Znowu trochę zmiękłam jako psia mama, a silny Red stawał się górą i próbował mną rządzić. Poprosiłam więc o pomoc znaną treserkę Panią Agnieszkę Boczulę, która poświęciła nam wiele czasu i dała cenne, praktyczne wskazówki. Właśnie ona uświadomiła mi, że nikt oprócz mnie nie powinien głaskać i zabawiać Reda, gdyż to psa rozprasza i psuje konieczną do współpracy więź ze mną. Metoda dała wręcz rewelacyjny rezultat. Red zaczął mnie zdecydowanie respektować, smycz przestała mu przeszkadzać, a energię tego bystrego, temperamentnego psa dało się w pełni ukierunkować. Teraz radzi sobie nawet w bardzo trudnych miejscach, nie peszy go kamera, hałas oraz tłumy ludzi. Dokładnie wykonuje moje polecenia, ale oczywiście ja muszę pamiętać o konsekwentnym ich egzekwowaniu i permanentnym doszkalaniu goRed bardzo szybko się uczy, choć oczywiście próbuje sobie ułatwiać życie. W pewnych okolicznościach bywa rozweselający, np. gdy nie omija, idąc ze mną, zakochanych par, lecz je rozdziela, zamieniając romantyczne chwile w salwy śmiechu.Żywo reaguje, jadąc metrem na Pola Mokotowskie, dokładnie wie, kiedy należy wysiąść. Gdy czasem wypadnie mi udać się dalej, manifestuje swoje niezadowolenie.Mój pies ma prawo do codziennego wybiegu. Nawet jeśli nie mam czasu w dzień, poświęcam na to kawałek nocy. Staram się, żeby zawsze towarzyszyła nam wtedy osoba widząca ze względu na większe bezpieczeństwo i kontrolę psa.Czy wobec tego warto korzystać z pomocy psa-przewodnika, jeżeli wiąże się to z licznymi obowiązkami, a i niektóre drzwi bywają przed niewidomym z psem zamknięte? W moim przypadku zdecydowanie tak. Oczywiście posiadanie i korzystanie z takiego psa wymaga odpowiednich predyspozycji i ciągłej edukacji zarówno własnej, jak i czworonoga. Mój futrzasty, oddany przyjaciel przebywa ze mną non stop, a ja teraz prawie nigdy nie podejmuję decyzji o pozostawieniu go w domu. Odzwyczaiłam się chodzić sama. Bardzo doceniam psią pracę dla mnie. Brak mi Reda, kiedy zmuszona jestem wyjść bez niego, z białą laską. Wtedy zasługi mojego przewodnika szczególnie doceniam. W pierwszych miesiącach korzystania z pomocy Reda, pytano mnie, czy chcę opowiedzieć mediom o trudnościach, jakie się wiążą z psią asystą, zwłaszcza przy wchodzeniu do niektórych miejsc użyteczności publicznej. Nie wyraziłam wówczas zgody, bo spodziewałam się, że problem można będzie rozwiązać łagodnymi sposobami.Sprawy psów przewodników są bliskie również Fundacji "Vis Maior", którą kieruję. Działamy na rzecz aktywizacji osób niepełnosprawnych, przede wszystkim niewidomych, a poruszanie się jest pierwszym krokiem ich rehabilitacji. W związku z tym bardzo zależy nam na pełnej swobodzie wchodzenia z psem przewodnikiem wszędzie.W piątek 9 maja 2008 r. do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął pozew przeciw sieci Carrefour za niewpuszczenie na teren sklepu osoby z psem-przewodnikiem. Występując wobec organu sprawiedliwości, czułam się odpowiedzialna za egzystencjalne interesy całej naszej grupy. Pełnomocnikiem moim był mecenas Aleksander Woźnicki z kancelarii Gessel, a sprawę obserwowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka, włączając ją do swego programu precedensów i poczytując incydenty za przejaw dyskryminacji człowieka. Jesteśmy im za to wdzięczni. Upomnieli się o nasze prawa. Pomogli nam korzystać z dostępnych udogodnień, likwidujących albo zmniejszających ograniczenia związane z niepełnosprawnością.Cieszę się, że nasze poczucie własnej godności i potrzeba liczenia się z nami jako z pełnowartościowymi ludźmi, znalazły zrozumienie. Jest to mały przyczynek do burzenia stereotypów na nasz temat. Dziękuję koleżankom, kolegom i przyjaciołom za liczne przejawy solidarności oraz serdecznie pozdrawiam ich i wszystkie, dzielne czworołapy.

 


Autor: Jolanta Kramarz
Artykuł pochodzi z Nr 3 (858), marzec 2009 "Pochodni"www.pochodnia.pzn.org.pl