Kłopotliwi bliźni
Nie tylko osoby korzystające z pomocy psa przewodnika, ale każdy psiarz wzięty na spytki powie nam, że w gruncie rzeczy najbardziej męczącymi i irytującymi osobami spotykanymi na ulicy są... inni psiarze. Tak naprawdę kłopotliwe i powodujące różne niebezpieczne sytuacje są psy, ale przecież takiego psa ktoś na spacer wyprowadził, ktoś go odpiął ze smyczy (albo i nie odpiął...) i ktoś, wreszcie, przy symptomach zbliżających się kłopotów wygłasza słynne nieśmiertelne stwierdzenia.
Oto ich lista:
- On nie gryzie
- On się tylko chce pobawić
- On tylko chce powąchać
- Niech pan/i nie krzyczy bo się mój pies zdenerwuje
- Psy muszą się socjalizować
W wyniku takiej postawy następnymi zdaniami wygłaszanymi przez beztroskich właścicieli psów są z kolei:
- Ojej, on pierwszy raz kogoś ugryzł!
- Nie rozumiem, co mu do łba strzeliło!
- Nie panuję nad nim, musi pan/i radzić sobie sam/a
- Ratunku!
Prawdopodobnie przyczyną dla której tak często słyszymy podobne rzeczy jest fakt, że w Polsce ciągle jeszcze prawo nie zmusza właścicieli zwierząt do odpowiedzialności. Albo może inaczej: prawo mogłoby zmusić, tyle, że jego zastosowanie jest specyficzne...
Za to, że ktoś nie sprzątnie odchodów psa z ulicy, grozi mu mandat w wysokości 500 zł - tyle, że musi zostać złapany na gorącym uczynku, co zdarza się niezmiernie rzadko. Ale jeśli czyjś pies biegający luzem pogryzie innego psa, skończy się to na dwustuzłotowym mandacie i pouczeniu właściciela agresora. Poszkodowanemu pozostaje oczywiście możliwość uwikłania się w cywilny proces, na ogół trwający miesiącami, a może latami, po to, żeby - co niestety jest smutną normą - w uzasadnieniu śmiesznego nieraz wyroku usłyszał że w sumie nic takiego się nie stało, to "tylko psy", a w ogóle wydarzenie nie ma dużej społecznej szkodliwości...
Dodatkowo problemem jest fakt że przeważająca większość właścicieli psów nie potrafi "czytać" swoich zwierząt, nie rozumie, w jakim są aktualnie stanie psychicznym, co komunikują, jakie w danej chwili odczuwają emocje. Wiadomości przeciętnego psiarza są wiadomościami dziecka z przedszkola. Porażające wrażenie na wielu ludziach czyni na przykład informacja że psy bojowe podczas walki machają ogonami (jakże to? wszyscy wiedzą, że to oznaka przyjaznych uczuć!), zaś szczerzenie zębów może być oznaką skrajnego poddania.
Dlatego właściwie trudno się dziwić, że przeciętny właściciel psa w naszym kraju puszcza go luzem mimo, że nad nim nie panuje; nieświadomie doprowadza do bardzo niebezpiecznych sytuacji, kiedy już do awantury dojdzie - nie wie, jak reagować, zaś po fakcie uparcie nie chce uznać winy swojego psa (a pośrednio i swojej) i bardzo niechętnie zgadza się na zadośćuczynienie (nawet w formie zwyczajnych przeprosin) za powstałe szkody.
Oczywistą jest rzeczą że wobec takiej sytuacji w naszym dobrze pojętym interesie byłoby raczej zapobiegać, nie zaś naprawiać skutki nieciekawych spotkań z innymi psami.
W zasadzie powinniśmy nie dopuszczać do tego, żeby do naszego psa podbiegały inne psy. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać...
Teoretycznie podczas pracy psa przewodnika pewnym zabezpieczeniem powinien być umieszczony na szorkach napis przypominający, że zwierzę pracuje i nie należy mu przeszkadzać. To, owszem, skutkuje na wielu ludzi którzy dopiero podejmują decyzję o odpięciu karabińczyka u obroży swojego pupilka. Gorzej kiedy ten pupilek galopuje w naszą stronę aż ziemia się trzęsie, zaś jego pan stoi sto metrów dalej.
Na pewno trzeba wykazać się asertywnością i bardzo stanowczo zażądać zabrania psa. Tyle, że nawet asertywność może przybierać rozmaite formy. Choćbyśmy się gotowali ze złości i trzęśli z niepokoju o naszego psa, postarajmy się - jednak - nie krzyczeć, a przynajmniej nie robić tego przesadnie agresywnie. Nikt nie lubi, żeby na niego krzyczano. Ludzie podświadomie zaczynają wtedy stawiać opór i nawet gdy sto procent racji jest po naszej stronie, starajmy się powściągnąć naturalne oburzenie i zachowywać raczej sprytnie, niż prostolinijnie.
Wielekroć byłam świadkiem podobnych sytuacji i w chwili gdy jeden z właścicieli psów zaczynał krzyczeć bez opamiętania żądając zabrania psa od drugiego ? tamten zamiast natychmiast zareagować zbliżał się i wdawał w dyskusję (a raczej awanturę).
Możemy oczywiście mówić o oczyszczającym wybuchu emocji albo sprawiedliwej karze ale w tym momencie sytuacja wyglądała następująco: dwoje ludzi krzyczy na siebie, podgrzewając atmosferę, psy są tuż obok siebie i albo już się kotłują, albo za chwilę zaczną ? bowiem nawet jeżeli wcale nie miały takich morderczych zamiarów względem siebie, to kłótnia ludzi podniosła ich emocje i nastawiła je ku walce ("jest rozróba więc i my weźmy w niej udział").
No zdecydowanie nie tego chcieliśmy.
Dlatego nasze nieśmiertelne ?proszę zabrać swojego psa!? powinno brzmieć stanowczo (i gromko, o ile jesteśmy pewni że właściciel intruza jest dość daleko), ale nie napastliwie. Czasami dobrze zdaje egzamin zdanie utrzymane w konwencji pytania: "Czy mogę poprosić o zabranie psa?". Nieśmiertelne odpowiedzi typu "on nie gryzie" albo "chce się przywitać" kwitujemy "a jednak proszę o zabranie psa"; nie można dać się sprowokować do podjęcia (bezsensownej, przyznajmy) dyskusji.
Często się zdarza że właściciel po takich naciskach zabiera swojego zwierzaka, oczywiście komentując nasze przewrażliwienie na rozmaite sposoby.
Przy trafieniu na oporną albo gapowatą jednostkę nie uda nam się uniknąć spotkania psów. Trudno! Na szczęście nie każdy kontakt obcych psów kończy się scysją. Bardzo wiele zwierząt chce po prostu powąchać innego przedstawiciela swojego gatunku, poznać go. Rzecz w tym, że wśród naszych hodowanych i trzymanych w dość nienaturalnych warunkach psów zanika powoli umiejętność wysyłania i odczytywania naturalnych sygnałów, w wyniku których dwa osobniki z obcych stad były w stanie szybko, na dzień dobry, ustalić własną pozycję i rozstać się w zgodzie. Czasem z kolei takie sygnały mogą być przyczyną bójki, kiedy oba psy uznają swoją wyższość i... usiłują ustalić stan faktyczny na drodze konfrontacji.
W przypadku gdy wybucha prawdziwa, poważna walka pomiędzy psami, niestety niewidoma osoba niewiele może zrobić, oprócz próśb do otoczenia o udzielenie pomocy. Żadnego wkładania rąk między walczące zwierzęta i prób oderwania obcego psa od naszego - istnieje coś takiego jak przeniesiona agresja i całkiem po prostu możemy oberwać niejako "w zastępstwie". Psy podczas walki naprawdę nie kontrolują otoczenia i trafiając na kończynę człowieka także i w nią wbijają zęby. Do przerwania zaciętej walki dwóch sporych psów najczęściej potrzeba dwóch ludzi i to najlepiej mających doświadczenie w podobnych przypadkach. Wszelkie bohaterstwo więc musimy sobie darować, modląc się, żeby skutki psiej bójki były jak najmniejsze.
Autor: Paulina Łukaszewska
| « Pies przewodnik obrońcą... | Nie tylko przewodnik... » |
|---|
Please wait...















