Pies przewodnik obrońcą...
Trudno się żyje w dzisiejszym świecie. Ludzie jacyś poddenerwowani, przestępczość spora, o wypadek nietrudno. Poruszając się po ulicy każdy z nas lepiej czuje się, mając wsparcie - nawet jeśli pochodzi ono od psa. Czasem słyszy się więc pytanie, czy pies przewodnik mógłby pełnić jednocześnie funkcję psa obronnego?

Image: Grant Cochrane / FreeDigitalPhotos.net
Zastanówmy się najpierw, czego moglibyśmy oczekiwać. Prawie każdy właściciel psa większego od ? powiedzmy - foksteriera, zwłaszcza wychowany na "Czterech pancernych" albo "Lassie" intuicyjnie wie, w jaki sposób pies miałby go bronić. To oczywiste: zwierzę powinno wyczuwać zagrożenie, odróżniać wrogów od przyjaciół, no i tych pierwszych skutecznie od nas odstraszyć.
No tak, pamiętajmy jednak, że poleganie na osądzie zwierzęcia zawsze niesie ze sobą element ryzyka. Nawet my nie zawsze potrafimy ocenić czyjeś intencje, trudno wymagać tego od psa. Pozostawienie mu inicjatywy mogłoby się skończyć katastrofą. Zwłaszcza że nie zawsze to, co odbieramy jako pożądane zachowanie, rzeczywiście takim jest. Prosty przykład: wiele osób jest przekonanych, że ich psy doskonale spełniłyby się w roli obrońców, bo w rozmaitych sytuacjach prezentują zachowania agresywne: szczekają na przechodniów, nie dadzą się dotknąć obcej osobie, na ulicy są wciąż czujne i napięte, zdają się śledzić otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia. Właściciele takich psów lubią rozprawiać o ich predyspozycjach do obrony, nie zdając sobie sprawy, że takie zachowania świadczą raczej o tchórzostwie i nerwowości. Trudno nam bowiem przychodzi zrozumienie, że psy często demonstrują agresję kiedy się boją. Kiedyś udało im się odstraszyć kogoś szczekając i rzucając się. Toteż potem powtarzają to zachowanie w każdej sytuacji którą uważają za "niebezpieczną".
Z kolei psy pewne siebie, zrównoważone, choć często stanowią dobry materiał na psa-obrońcę przez otoczenie nie są postrzegane jako "groźne" właśnie przez swój spokój i brak gwałtownych reakcji.
Na te zagadnienia nakłada się specyficzna rola, jaką pełni pies przewodnik i więź, jaka łączy go z osobą niewidomą. Trzeba się najpierw zastanowić, jak działanie psa przewodnika który jednocześnie byłby psem obronnym miałoby wyglądać? W którym momencie miałby podjąć decyzję o ataku? A jak jego właściciel miałby to zweryfikować?
Kiedyś pewna pani opisywała z dumą reakcję swojego przewodnika , który - gdy mijali akurat sklep monopolowy z kilkoma stojącymi przed nim menelikami - rzucił się na nich i ich "odstraszył". Jednak z dalszych słów naszej bohaterki wynikało, że ci nieszczęśni żulikowie nie uczynili żadnych zaczepnych działań ? po prostu stali sobie pod sklepem - źródłem codziennego nektaru. Jak to zazwyczaj bywa, rzucili w przestrzeń kilka komentarzy, co zazwyczaj się dzieje kiedy jakikolwiek przechodzeń mija taką grupkę.
U właścicielki psa nastąpiła swoista projekcja własnych obaw na realną, bynajmniej nie taką znowu groźną, sytuację. Pies wyczuł niepokój pani, a, że był niestety przyzwyczajony do podejmowania decyzji na własną... łapę - zaatakował.
Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ale warto zastanowić się, jakie byłyby konsekwencje gdyby któryś z zaatakowanych wpadł zwierzęciu w zęby... Całej tej historii nie dałoby się formalnie podciągnąć pod obronę konieczną - pani odpowiadałaby za spowodowanie uszkodzeń ciała. Na dodatek można sobie wyobrazić, co się dzieje z osobą niewidomą podczas takiego niekontrolowanego wyskoku psa. Szczęście, że właścicielka zwierzaka się nie potłukła ani nie połamała.
W zamian otrzymała niezwykle iluzoryczne poczucie, że... no właśnie - że przypadkowi żulikowie zostali "odstraszeni?" "Ukarani?"
Warto sobie uświadomić, że pies w ogóle małe ma szanse sprawdzić się w roli obrońcy. Jeśli ktoś chce nam zrobić krzywdę mimo towarzyszącego nam (sporego) psa, to oznacza że jest przede wszystkim przygotowany na unieszkodliwienie zwierzęcia ? wiadomo, pies jeśli nawet nie ugryzie, podczas szamotaniny może narobić rwetesu; to dodatkowy element ryzyka dla napastnika.
Zwierzak który być może (ale tylko być może) dałby sobie radę ze zdecydowanym zrobić mu krzywdę człowiekiem powinien być przeszkolony pod kątem tak zwanej obrony cywilnej. Jest to zupełnie inna dziedzina niż popularne u nas sporty obronne, które z realną walką mają niewiele wspólnego.
Psy do ochrony osobistej selekcjonuje się pod kątem pewnych cech, które mało mają wspólnego z cechami dobrego psa przewodnika (twardość, silny popęd walki, duży temperament, nieufność, agresja). W toku szkolenia niektóre z tych cech wzmacnia się i wyostrza, usiłując jednocześnie wpoić takiemu psu odpowiednie reguły zachowania ? tak, żeby nie był bardzo niebezpieczny dla otoczenia. Żeby jednak odnieść sukces w tej dziedzinie, najczęściej pokazuje się zwierzakowi iż reguły rządzące światem są jasne i klarowne - nie pokazuje się mu zaś zbyt wielu wyjątków od tych reguł. Słowem, dobry pies wyszkolony do ochrony osobistej nie jest sympatycznym miśkiem egzystującym sobie bezproblemowo wśród ludzi i innych psów, jedynie na hasło zmieniającym się w maszynę do walki. Przy swoim wrodzonym charakterze i temperamencie taki zwierzak najczęściej sam rozgląda się szukając najmniejszych nawet symptomów które pozwolą mu trochę powalczyć - bo on tę walkę kocha, walka pozwala mu się realizować, zaspokajać jego potrzeby. Pies taki najczęściej niezbyt toleruje inne zwierzęta, zwłaszcza zaś psy. Nie lubi też odstępstw od przyjętej wizji świata - bacznie przygląda się -dziwnym? według siebie osobom (ktoś kto kuleje, urządza właśnie performance na ulicy, zatacza się, głośno krzyczy do telefonu komórkowego itd.). W ogóle inni ludzie są przez niego postrzegani głównie jako potencjalni sparringpartnerzy. To, że pies obronny takie osoby obserwuje nie jest równoznaczne z podjęciem ataku - ale też i zwierzak ten ma właściciela, który w każdej chwili może - najczęściej z wyprzedzeniem - dać mu sygnał - cisza, nic złego się nie dzieje?, czyli go uspokoić. Osoba niewidoma nie za bardzo miałaby szansę reagować w ten sposób i to w odpowiednim czasie.
Żeby mieć takiego psiego twardziela i podporządkować go sobie, trzeba mieć podobną mu osobowość. Dlatego też zwierzęta szkolone do ochrony osobistej powinny, tak naprawdę, pozostawać w rękach odpowiednich służb (policja, służby ochrony, celne itd.). Mało który przeciętny zjadacz chleba poradzi sobie z tak wyszkolonym stworzeniem. Co dopiero mówić o osobie niewidomej, w której przypadku nadrzędnym celem posiadania psa jest dążenie do spokojnego, szybkiego, bezproblemowego poruszania się po ulicach!
Skoro psi komandos się dla nas nie nadaje - powiedzą teraz czytelnicy - to może pies który w razie zagrożenia udaje chęć konfrontacji? Taki zwierzęcy odstraszacz?
Taki pies byłby na pewno bezpieczniejszy dla otoczenia, problem jednak w tym, że zwierzęta wyjątkowo słabo nadają się do roli odgrywających role (a zwłaszcza udających emocje) aktorów.
Już Konrad Lorenz pisał, że w zwierzęcym świecie panuje wyjątkowa szczerość: jak miłość, to miłość, jak gniew, to gniew...
Gdyby bardzo się uprzeć, można próbować nauczyć psa warczeć czy szczekać na komendę i w przypadku gdy czujemy że mogłoby to być potrzebne - zastosować. Ale będzie to zachowanie tak sztuczne, że każdy człowiek, niezależnie od tego czy dobrze zna psy, czy też nie, zorientuje się że pies nie jest zdecydowany na konfrontację. Słowem - nasz pies nie będzie przekonujący.
Niezależnie od tego, jak wyobrażalibyśmy sobie obronne zachowania psa przewodnika, kwestią nadrzędną pozostaje fakt, że powinien on pozostawać obojętny wobec otoczenia. A to wyklucza wyczulanie go na nietypowe (oraz bardzo typowe...) ludzkie zachowania. Pozwólmy przewodnikowi prowadzić, rolę bodyguarda pozostawiając psom służbowym.
Autor: Paulina Łukaszewska
| « Relaks i spacery psa przewodnika | Kłopotliwi bliźni » |
|---|
Please wait...
















