Get Adobe Flash player

szukaj na stronie

Newsletter



Wiadomość HTML?

Joomla : Fundacja VIS MAIOR

Podaruj nam 1% podatku

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego

KRS: 0000136590

Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj560
mod_vvisit_counterWczoraj1128
mod_vvisit_counterW tym tygodniu5829
mod_vvisit_counterW tym miesiącu25193
mod_vvisit_counterWszystkich529813

Aktualnie: gości 6 połączonych
Twoje IP: 38.107.179.242
Dzisiaj: Maj 19, 2012
Dogopedia Informacje ogólne

Relaks i spacery psa przewodnika

Co nasze psy lubią - tak naprawdę? Jak chciałyby spędzać czas poza pełnieniem codziennych obowiązków? Wiele zależy od psiego charakteru, przyzwyczajeń i tego, co proponowano psu od szczeniaka jako odpoczynek czy relaks. Ale pewien wspólny mianownik się znajdzie. Zazwyczaj jest nim... dreptanie, tuptanie i niuchanie. Jeśli pies jest temperamentny, to beztroski galop przed siebie. A więc wygląda na to, że rozmawiamy o swobodnym spacerze bez szorek...

Pies z kreskówki trzymający zielony znak

Image: Grant Cochrane / FreeDigitalPhotos.net

 


Bez uwięzi


Czy można spuszczać psa ze smyczy?Jasne że można. Nie zawsze i nie wszędzie, oczywiście. No to w jakich okolicznościach? W takich, w których będziemy w miarę pewni że jest to bezpieczne. Wiele zależy od terenu na jakim się znajdujemy, osób  towarzyszących i... poziomu wyszkolenia psa. Pies przewodnik powinien wracać na wołanie absolutnie bezbłędnie. Komenda ta powinna być dla niego jedną z tych, które się wykonuje bezapelacyjnie i natychmiast, bez zastanawiania się i dodatkowych warunków. Dopiero tak wyszkolonego psa możemy bezpiecznie spuścić ze smyczy. Oczywiście że nigdy nie mamy stu procent pewności, że zwierzak zawsze i wszędzie, w każdych okolicznościach, wróci na pierwsze zawołanie; to przecież żywe stworzenie ze skomplikowaną psychiką i, niejednokrotnie, umiejętnością własnej oceny sytuacji. Niemniej "do mnie!" pies powinien mieć opanowane... na blachę, jak to się mówi. Psiarskie środowisko nieraz pochodzi do tej kwestii z dużą nonszalancją, często dlatego, że ludzie po prostu kompletnie nie umieją nauczyć swoich psów perfekcyjnego przywołania i dorabiają do tego rozmaite ideologie. Jak często słyszymy (akurat gdy rozwydrzony młody owczarek intensywnie skacze po naszym psie, zaś jego pan podchodzi do nas z odległości pięciuset metrów) rozmaite beztroskie wyjaśnienia że pies jest młody i dlatego nie słucha, ale jak dorośnie to się ?sam nauczy?. Albo że nie ma problemu dopóki psa udaje się odłowić po kwadransie ganiania ? psy już ?tak mają?.Świat byłby zdecydowanie przyjemniejszym miejscem gdyby wszystkie psy dawały się odwołać. Do wielu potencjalnie albo i realnie niebezpiecznych sytuacji mogłoby w ogóle nie dojść...Pomarzyliśmy, teraz wracajmy do rzeczywistości. Inne psy są niegrzeczne, ale nasz - nie. Wezwany, przybiega na wołanie. Idąc z osobą widzącą na szalony spacer bez smyczy poprośmy ją, żeby informowała nas, że oto właśnie trzeba zawołać psisko; nie pozostawiajmy przywołania jej inicjatywie. To nasz pies i to my wydajemy komendy; oczywiście zastępczy opiekun powinien egzekwować posłuszeństwo, w takim wymiarze, w jakim je nasz pies potrafi, ale w przypadku gdy zostaje z psem sam. Gdy my jesteśmy obok, sytuacja się zmienia ? można nam podpowiadać, nie można się naszym psem rządzić.

Na smyczy ale na luzie


Nie zawsze mamy ten komfort, że może towarzyszyć nam widząca osoba. A psa żal - też mu się należy odrobina łazęgowania bez stałego pilnowania swojego pana czy pani. Pozostaje nam spacer na smyczy, bez szorek, z wyraźnym określeniem kiedy praca się skończyła, a zaczął relaks. Najwygodniej jest taki spacerek odbywać na stałej trasie, którą dobrze znamy. Jeśli chcemy zapewnić zwierzakowi jak największy komfort, przypnijmy do obroży długą smycz; wygodne są w takich przypadkach wyciągane smycze automatyczne typu "flexi". W taką smycz warto zainwestować i poszukać sprzętu zdecydowanie z górnej półki. Jak każdy gadżet nieco bardziej skomplikowany niż kawałek sznurka ma bowiem tendencje do złośliwego psucia się i zacinania (oczywiście w możliwie trudnych momentach), a poszukanie porządnej flexi objętej stosowną gwarancją i dobrze wykonanej troszkę zwiększa prawdopodobieństwo że smyczka posłuży nam długo i na dodatek nie będzie nas doprowadzała do rozpaczy. Jeśli mamy już dobre rozeznanie co do pobliskich dużych trawników, pies może nas w takie miejsce doprowadzić w szorkach i tu dopiero przepnijmy go na smycz, zwalniając chwilowo z obowiązków.

Przygody


Zbieranie odpadków i tarzanie się to ulubione zajęcie wielu psów. Wędrująca po trawniku wiekowa rybka dla nas jest odrażająca - dla nich to źródło nieopisanie rozkosznej woni i znakomitych doznań smakowych. Pyszota. Jako że jesteśmy nudnym i upartym gatunkiem zazwyczaj wolelibyśmy żeby pies jednak nie zanurzył w tej rybce pyska. W przypadku gdy towarzyszy nam osoba widząca, w zasadzie problem jest mniejszy. Nasz pies wie (przynajmniej teoretycznie) co oznacza komenda "fe!", więc wszystko zależy od refleksu (naszego i naszego widzącego przyjaciela). Jeśli pies przymierzał się do leżącego świństwa będąc w pewnym oddaleniu od nas, to samo "fe!" może spowodować że od atrakcji odskoczy i... za sekundę spróbuje do niej wrócić; stąd koniecznie musimy zwierzaka od razu przywołać, słowem, zabrać go natychmiast z zasięgu smakowitego paskudztwa. I znów przydało nam się pilne ćwiczenie przywołania... Bardzo praktyczna komenda. Jeśli idziemy z psem sami i nie do końca ufamy jego zamiarom, a mamy zamiar pozwolić mu oddalić się na całą długość smyczy, warto założyć mu kaganiec. Co prawda w razie czego czyszczenie wysmarowanego świństwem kagańca do przyjemności nie należy, ale jest zawsze większa szansa że pies się czegoś nie naje. Na rynku mamy obfitość kagańców ? do wyboru, do koloru; a jak już przychodzi co do czego, czyli do zakupu, to... trzeba się nieźle nagimnastykować żeby znaleźć dobry model.Niestety, producenci często oferują fatalne kagańce używając marketingowych chwytów nie mających, tak naprawdę, nic wspólnego z dbałością o wygodę psa. Najlepszym przykładem jest zalew rynku kagańcami z nylonu, tzw. weterynaryjnymi. Taki kaganiec to wąska tubka szczelnie otulająca psi pysk. Nie pozwala psu normalnie wychładzać organizmu, a na dodatek ustawicznie drażni wibrysy na pysku. Niegdyś było to stałe wyposażenie lecznic weterynaryjnych ? lekarze potrzebowali czegoś co doraźnie, na chwilę uniemożliwi psuj gryzienie. Zakładało się to na kilka, góra kilkanaście minut. A teraz niemal co drugi pies paraduje w takim kagańcu, kupowanym przez kochających właścicieli skuszonych informacjami uzyskanymi w sklepie zoologicznym że to bardzo fajna rzecz, bo taka miękka i nie będzie psa drażnić! Ostatnio widziałam partię nylonowych kagańców... w kwiatki. Ten prosty zabieg miał jeszcze bardziej uprzyjemnić decyzję zakupu - w końcu coś tak słodkiego nie może chyba sprawiać psu dyskomfortu... Dobry kaganiec powinien być na tyle duży, że pies może w nim swobodnie otworzyć pysk. On się wręcz rozszerza na końcu. Coś za coś - taki kaganiec wygląda wyjątkowo groźnie czy dziwnie, czasem nawet wywołuje komentarze ze strony przechodniów, ale wszak liczy się wygoda psa a nie to, że ten czy ów uzna za stosowne podzielić się z nami swoimi obserwacjami... Dobre kagańce - czasem noszące nazwę kagańców fizjologicznych - są zrobione z dość łatwo wyginającego się drutu; czasem są powleczone dodatkowo plastikiem, co jest bardzo wygodne w mrozy (kaganiec nie odparza psiego pyska). Czasem przytrafia się nam spotkanie z psem-podbiegaczem. To właśnie taki rozkoszny pieseczek który namierza każdego psa w zasięgu wzroku i pędzi się z nim spotkać. Jeśli przybiega żeby się wesoło przywitać albo po prostu zapoznać, cóż, da się to przeżyć (aczkolwiek myśleć brzydko o właścicielu nie panującym nad psem nikt nam nie zabroni). Gorzej, gdy dopada nas miejscowy król dżungli którego jedynym celem jest spuszczenie lania naszemu zwierzakowi. Słynna fraza "proszę zabrać psa!" wykrzykiwana w przestrzeń jest nieodzowna, zawsze lepiej przywołać naszego psiaka, żeby mieć go bliżej. Jednak jeżeli dojdzie już do walki, takiej na serio - niewiele możemy zrobić. Na pewno nie wolno wkładać rąk w kłębowisko walczących przeciwników. Szansa że jakkolwiek pomożemy naszemu psu jest minimalna, a to, że zostaniemy pogryzieni i to poważnie - pewne jak amen w pacierzu. W sytuacji spotkań z innymi psami znów widać, jak ważna jest komenda przywołująca. Nie lubimy podbiegaczy ? i warto tak wyszkolić naszego psa, żeby sam nie stał się takim podbiegaczem. Bowiem ? oprócz takiego ogólnoludzkiego, nazwijmy to, zachowania zasad (nasz zwierzak nie powinien przeszkadzać innym ludziom i zwierzętom) - czasem zdarzają się sytuacje groźne. Ot, choćby spacerujący z niemiłym, nie lubiącym innych psów zwierzęciem na uwięzi właściciel będzie miał do nas słuszne pretensje ? w świetle prawa on jest całkowicie w porządku, jego pies jest na smyczy, choć akurat... bez kagańca. To nasz prowokuje awanturę, biegnąc do tamtego psa.I niestety, jeśli dostanie się w jego zasięg, może zostać pogryziony.  Toteż lepiej do tego typu sytuacji nie dopuszczać. Czy pies- przewodnik w ogóle nie może bawić się z psami? Trudno zrobić z niego księżniczkę na szklanej górze, psy też potrzebują kontaktów socjalnych (chociaż tak naprawdę ludzie przeceniają rolę "zabawy" jako takiej u dorosłych, już ukształtowanych psów). Jednak pozwalanie na zabawy z każdym napotkanym psem to stwarzanie sobie potencjalnych kłopotów. Bo skoro każdy napotkany pies jest "fajny" i można się z nim do woli kontaktować, to i w czasie pracy widok każdego psa będzie naszego zwierzaka choć odrobinę dekoncentrował. Po co mu utrudniać robotę? Lepiej zadbać o to, żeby psisko miało kilku zaprzyjaźnionych kumpli z którymi pozwala sobie na odrobinę szaleństwa w starannie kontrolowanych warunkach.

 

Autor: Paulina Łukaszewska