Get Adobe Flash player

szukaj na stronie

Newsletter



Wiadomość HTML?

Joomla : Fundacja VIS MAIOR

Podaruj nam 1% podatku

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego

KRS: 0000136590

Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj152
mod_vvisit_counterWczoraj1601
mod_vvisit_counterW tym tygodniu6363
mod_vvisit_counterW tym miesiącu30799
mod_vvisit_counterWszystkich379367

Aktualnie: gości 5 połączonych
Twoje IP: 38.107.179.242
Dzisiaj: Lut 23, 2012
Dogopedia

Psychika i praca z psem przewodnikiem

Biedne te pieski

"Biedne te pieski!" - pewnie każdy, kto korzysta z pomocy przewodnika słyszał te słowa wypowiadane z westchnieniem gdzieś na środku ulicy. Użalający się nad losem psów-przewodników niby wiedzą, że to niezwykle pożyteczna praca, że te psy są potrzebne, że zmieniają czyjeś życie. No, ale wiedza to jedna sprawa, zaś emocje - inna. Poczciwy bliźni, na dodatek miłośnik zwierząt, widzi, jak to jest: pies wędruje w uprzęży, z napiętą cały czas uwagą, nie zwraca uwagi na inne psy, pogłaskać go nie wolno (o czym przypomina groźny napis na szorkach), pobiegać pewnie nie może, herbatnikiem go się nie poczęstuje, słowem - nieszczęśliwe zwierzę cierpiące w służbie człowieka.

Pies, który patrzy niewyraźnie w górę leżąc na posłaniu.

Image: graur razvan ionut / FreeDigitalPhotos.net

 

Więcej…

Na przechowaniu...

Nie wszędzie możemy zabrać naszego psa. Zawsze gdy pojawi się potrzeba znalezienia mu tymczasowego lokum zastanawiamy się, kto mógłby się podjąć opieki nad nim. Pomijając możliwości różnych krewnych i znajomych, nasza podświadomość zadaje nam raczej pytanie kto jest GODNY zająć się naszym psem!


 

Na pewno osoba, która się tego zadania podejmuje, powinna się cechować pewną konsekwencją i umiejętnością słuchania. A tak bowiem trzeba będzie przekazać jej wskazówki, dotyczące nie tylko żywienia czy spacerów, ale też ogólnego savoir-vivre obejmującego naszego psa. Najmilsza nawet ciocia która nasze uwagi na temat nie karmienia pomiędzy posiłkami i nie wpuszczania do łóżka kwituje pobłażliwymi uwagami w stylu "dajże spokój, ten biedny piesek jest jakiś taki niedożywiony!" albo -żadnemu psu jeszcze nie zaszkodziło pospanie na kanapie?  powinna wzbudzić w nas najżywszy niepokój. Skoro stawia opór zanim jeszcze doszło do opieki nad psem, to istnieje obawa że najbardziej nawet racjonalne argumenty trafią w próżnię.

Oczywiście pewnego gatunku osób nie da się spacyfikować, jednak wielu potencjalnym opiekunom naszego psa zdecydowanie dobrze zrobi jeśli odpowiednio mocno podkreślimy na czym nam zależy.

Niekiedy lepiej gdy taki człowiek pyta o mnóstwo zagadnień albo - jak ciocia z naszego przykładu ? zgłasza własne autorskie pomysły na wychowanie naszego psa; gorzej gdy taka osoba milczy albo nam przytakuje, a swoje, następnie, robi. Trudno; wszystkiego nie przewidzimy...

Zazwyczaj pojawia się wiele pytań związanych z zagadnieniem wydawania komend psu przewodnikowi. Kto, tak naprawdę, ma prawo to robić i jak wobec tego powinna postępować osoba u której pies pozostaje na przechowaniu?

Cóż, jako że pies doskonale odróżnia pracę od czasu wolnego, nie musimy polecać tymczasowemu opiekunowi żeby ćwiczył z psem zaznaczanie krawężników (chyba, że zostawiamy psa w obcym domu na pół roku...). Jednak nasz pies na pewno ma rozmaite umiejętności, nazwijmy to, "cywilne": wraca na wołanie, wykonuje podstawowe komendy... Nie ma przeszkód, żeby opiekun je wszystkie egzekwował, zwłaszcza że bardzo ułatwiają życie z psem. Warto jednak uprzednio go nieco przeszkolić, choćby przekazać mu dość dokładnie, czego powinien od psa oczekiwać, w jaki sposób wydawać polecenia i tak dalej.

Choć mówi się, że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda..., czyli - jeśli ktoś czyni nam grzeczność, przyjmując pod opiekę naszego zwierzaka - możemy mieć lekkie opory przed zbyt kategorycznym wymaganiem rozmaitych zachowań od takiego zacnego człowieka. No trudno, można je przekazać w grzecznej, a nawet bardzo grzecznej, dyplomatycznej formie, ale raczej od tego nie uciekniemy. Psy bardzo szybko akceptują rozluźnienie dyscypliny a potem wcale nie jest łatwo wrócić do pierwotnego stanu. Miły wujek będzie przez tydzień intensywnie podkarmiał naszego psa przy stole, a my potem nie będziemy się mogli nadziwić, co się stało naszemu, niegdyś bohatersko ignorującemu ludzkie posiłki, przewodnikowi!

Wypraszanie psa z kanapy (z zaletami której zdążył się zapoznać będąc w gościnie u naszych przyjaciół ) do miłych zajęć nie należy. I tak dalej.

Bywa, że rodzina i przyjaciele zawodzą i akurat nie są w stanie przygarnąć naszego przewodnika pod swój dach na te kilka czy kilkanaście dni. Pozostaje więc znacznie mniej komfortowa (także dla naszej psychiki) opcja wyszukania hotelu dla psów. Namnożyło się takich instytucji ostatnio w Polsce, namnożyło ? a jednak znaleźć dobry psi hotel nie jest łatwo. Co możemy zrobić? Na pewno trzeba szukać miejsca z referencjami. Jeżeli znajomy psiarz zna miejsce godne polecenia, zwłaszcza takie, w którym przechowuje własnego zwierzaka - to już dobrze. Niemniej... trzeba pamiętać o szczególnym mechanizmie psychologicznym, każącym niektórym bliźnim uprawiać coś w rodzaju propagandy sukcesu: wszystko, co robią, jest bez zarzutu, mają same sukcesy i doskonale wiedzie im się w życiu, a więc i psi hotel wybrali... najlepszy. Najwspanialszy. I w ogóle naj.  Rzecz w tym, że w ich oczach hotelik jest taki znakomity przez fakt, że go wybrali - a nie z (obiektywnego) powodu warunków nim panujących. Trzeba więc podpytywać dokładnie o poziom usług świadczonych w wybranym miejscu. Czy psy żywione są własną karmą? Czy są wyprowadzane z boksów na spacery, a jeśli tak, to jak często? Ile zwierząt jednorazowo może znaleźć miejsce w hotelu? Ile osób (na ile psów) pracuje w hotelu?

Psy mieszkające w domu miewają nieraz duże problemy z adaptacją do warunków kojcowych (a takie oferuje większość hoteli). Istnieją osoby prowadzące coś w rodzaju pensjonatów dla zwierząt - za odpowiednią opłatą przyjmują niewielką ilość psów, przetrzymując je we własnym mieszkaniu, w całkowicie domowych warunkach. To mogłoby być dobre rozwiązanie, jednak znów przy zastrzeżeniu, że przed zawiezieniem tam psa wykonamy solidne rozpoznanie.

Autor: Paulina Łukaszewska

Przywołanie

Zazwyczaj gdy rozmawia się z właścicielami psów o przywołaniu, prezentują oni  "najogólniej rzecz biorąc " dwa rodzaje poglądów. Jedni stwierdzają, że pies zazwyczaj samoistnie wraca do pana- to rzecz wrodzona. Co prawda czasem trzeba nawoływanie wielokrotnie powtórzyć. Nie zawsze pies przyjdzie od razu, ale wróci i to jest stan zupełnie normalny.

Inni z kolei twierdzą, że należy unikać spuszczania psa ze smyczy, bo on "tak ma", iż ucieka. Trudno go potem przywołać, cóż, "to tylko zwierzątko i nie wiadomo, co mu do głowy przyjdzie"...

Paradoksalnie obie grupy zarazem mylą się oraz mają trochę racji.

Pies jest zwierzęciem stadnym i ma instynkt podążania za "swoim" stadem. Na chęci bycia razem bazujemy, zaczynając wszelkie ćwiczenia z psem. Prawda jest też taka, że istnieją na świecie niesłychanie atrakcyjne dla psa zjawiska (dla każdego psa może to być coś innego), które są dla niego czymś w rodzaju "rozpraszaczy".

Jeśli nie pracujemy z psem nad perfekcyjnym przywołaniem, to na zawsze pozostanie on na poziomie, który trafnie opisuje taka oto fraszka: ?Mój pan tak pięknie wytresował mnie, że kiedy zawoła " przychodzę lub nie".

Co to znaczy "perfekcyjne przywołanie"? Pies to zwierzę- nie maszyna i nawet w przypadku świetnie wyszkolonych championów, z zasady posłuszeństwa może zdarzyć się jakieś wyłamanie. Myślę, że od domowego pupilka, nie wspominając o psach przewodnikach, można wymagać powrotów na poziomie- powiedzmy 98%, przyjmując za 100% całkowitą liczbę wezwań "do mnie!". Pozostałe 2% oznacza, iż będziemy musieli się więcej napracować aby skłonić psa do powrotu, nie zaś, że zwierzak do nas nie wróci.

Perfekcyjne przywołanie polega na tym, że pies słysząc pierwsze wołanie podrywa się, porzuca jakąkolwiek rzecz, którą akurat zajmował się i rusza galopem do wzywającego go pana.

Jak osiąga się taki stan? Pies zawsze wybiera to, co aktualnie najbardziej mu się opłaca. Nie rozumuje tak jak my, nie uprzedza rozwoju wypadków, jest znacznie bardziej "teraz" w czasie, niż my. Proces szkolenia ma mu pokazać, iż przy właścicielu jest wspaniale, a jednocześnie, że posłuszeństwo nie jest jedną z opcji do wyboru i w zasadzie oprócz właściciela niczego lepszego nie da się wybrać z otaczającego go środowiska. Czyli  pan jest bardzo atrakcyjny, a inne czynniki rozpraszające, choć nawet wydają się ciekawe, są na tyle trudno dostępne, iż nie opłaci się wybrać ich zamiast powrotu do właściciela.

Z bardzo młodym szczeniakiem nie ma na ogół problemu: on i tak, w tym trochę strasznym i dużym świecie, ma tendencje do biegania za naszymi nogami krok w krok. Gdy mu przy tym pokażemy zabawkę albo zachęcimy go smakowitą parówką - będzie trzymał się nas niczym przyklejony.

Na ogół zachwyceni takim rozwojem wypadków właściciele przeżywają prawdziwy szok kiedy pies dorasta i wchodzi w okres odpowiadający u nas- ludzi, wiekowi zbuntowanego, ciągle kłócącego się z dorosłymi nastolatka. Nagle okazuje się że możemy machać pętami kiełbasek, a pies mija nas w galopie, gdyż właśnie zauważył na horyzoncie innego psa...

Cóż, to jest czas gdy odkrywamy, że same pozytywy i nęcenie psa nie wystarczają ? i trzeba zabrać się poważnie do roboty, uwarunkowując owe przywołanie.

 

zdjęcie przywołanie

Zazwyczaj stwarza się takie warunki, w których pies odkrywa, iż mamy nad nim władzę niezależnie od tego, że jest spuszczony ze smyczy. Najczęściej do nauki przywołania stosuje się bardzo długą linkę (np.15 metrów), ciągnącą się luzem za zwierzakiem. Przywołujemy poprzez nadeptanie linki lub chwilowe łapanie jej do ręki, wykonując przy tym krótkie szarpnięcie, bardziej nadające psu kierunek, niż zmuszające go do czegokolwiek. Zwierzę otrzymuje wyraźny sygnał, iż nie da się zlekceważyć naszego wezwania. Kiedy do nas podbiegnie, cieszymy się, chwalimy entuzjastycznie i nagradzamy. W psie wyrabia się proste skojarzenie: ?Nawet jeśli świat kusi swoimi atrakcjami, w momencie gdy pan woła, są one dla mnie niedostępne, a powrót do pana jest tak miły, że to właściwie jedyna rozsądna rzecz, którą mogę zrobić.?

Gdy ćwiczenie to powtórzy się już nie setki, a tysiące razy, pies wyrabia w sobie odruch powrotu na wołanie- jest już nauczony, że wezwania pana nie puszcza się mimo uszu.

Szarpnięcie linką to bodziec awersyjny. Nasze nagrody i pochwały są bodźcami motywującymi. Niekiedy stosuje się też inne metody, takie jak dla przykładu uwarunkowanie psa na nieprzyjemny dźwięk, który pies słyszy ilekroć nie zawraca natychmiast na wołanie itp.

To proste! - wykrzykniemy w tym miejscu. Może tak jest, ale ileż psów ma poważny problem z powrotem na wołanie?

Nawet jeśli pies został nauczony prawidłowego przywołania, zdarza się, że naszym nieumiejętnym postępowaniem wręcz mu przeszkadzamy. Warto znać także kilka tricków, które w sytuacji kryzysowej mogą pomóc.

Często słyszy się, że ktoś wzywa swojego psa bardzo ostrym, grożącym tonem. Ja pan - ty pies, ja wzywam- ty masz słuchać! Wszystko byłoby logiczne, gdyby nie fakt, iż mamy do czynienia z innym gatunkiem niż nasz. Okazywanie psu w tej sytuacji czegoś, co on uważa za agresję (psy bardziej zwracają uwagę na naszą postawę i ton, a nie na słowa), sprowokuje go raczej do zwolnienia ruchów: do złoszczącego się dominanta nie wypada podbiegać, lepiej okazać oznaki podporządkowania i .... pozostać na wszelki wypadek nieco dalej.

Nawet jeśli jesteśmy bardzo rozzłoszczeni niesubordynacją psa, starajmy się używać tonu energicznego lecz nie grożącego. Co prawda w niektórych przypadkach odwołanie do hierarchiczności może pomóc. Kłopot w tym, że mamy skłonność do nadużywania takich bodźców i uczymy zwierzę, iż niespecjalnie opłaca się do nas szybko podchodzić.

Nigdy nie należy gniewać się na psa i czynić mu wyrzutów za opieszałe podejście- on tego naprawdę nie skojarzy z sytuacją. Nie podbiegł od razu- było, minęło, on wie teraz tylko, iż podszedł, a my bardzo jesteśmy na niego źli. Trudno! Emocje chowamy do kieszeni i cieszymy się bardzo, że pies jest już z nami.

Nasze cofanie się bardzo pomaga psu niepewnemu, czy do nas podejść. Wszelki ruch powinien odbywać się od psa, nie do niego. Czasem tak ciężko jest nie zrobić kroku naprzód gdy czujemy, że pies jest już blisko- a jednak lepiej go nie wykonać. To nie my mamy "odławiać" psa, zdecydowanie lepiej być intrygującą postacią, do której zbliżenie nie jest takie znowu proste, bo ucieka...

Niejakim problemem w komunikacji z psami jest sposób nagradzania jaki stosujemy. O nagrodach i karach opowiemy sobie dokładnie innym razem. Warto jednak wiedzieć choćby to, że uwielbiany przez nas obyczaj klepania psów po głowie i barkach ("dobry pies, przyszedłeś do mnie!"), bynajmniej ich nie raduje. Najczęściej jest odczytywany jako gest grożący. A to pech, my- ludzie, tak bardzo lubimy "miętosić" nasze psiaki, z głębokim przekonaniem, że sprawia im to tyle przyjemności, ile nam...

 

Paulina Łukaszewska

{backbutton}

Warunkowanie reakcji psa podczas wizyty u weterynarza

Kto lubi wizyty u lekarza ? proszę podnieść rękę...

A już gdy się jest psem, spotkania z weterynarzem mogą się stać źródłem sporej traumy. Człowiekowi, nawet bardzo młodemu, udaje się wytłumaczyć, że zastrzyk robią mu dla jego własnego dobra. Psu trudniej jest uwierzyć, że mierzenie temperatury albo czyszczenie uszu jest rzeczą niezbędną i na dodatek zmierza do poprawienia jego kondycji.

Tak naprawdę dobrze wychowany, ufający swojemu panu pies na ogół poddaje się różnym, nieraz nieprzyjemnym zabiegom bez specjalnego trudu.

zdjęcie szczeniakTak powinno przynajmniej być, bowiem w praktyce... ach, czasem warto spytać zaprzyjaźnionego weterynarza o tak zwane "trudne przypadki". Do moich ulubionych historyjek należy ta, opowiedziana mi przez mojego "rodzinnego" lekarza weterynarii, o trudnych wyprawach do pewnej podmiejskiej willi, na której podwórzu już czekał ogromnych rozmiarów owczarek kaukaski. Owczarek zdecydowanie nie życzył sobie żadnych badań, a już zwłaszcza szczepień, toteż gdy weterynarz podjeżdżał pod posesję, cała rodzina rozpoczynała polowanie z lassem na miotającego się psa. Zazwyczaj w końcu udawało się przytroczyć go do ogrodzenia i wtedy, przez pręty, nasz nieszczęsny lekarz mógł psa zbadać albo zrobić mu zastrzyk.

Jest to oczywiście opowieść o ludzkich błędach: błędem było utrzymywanie na posesji półdzikiego, niczego nie nauczonego zwierzęcia. Błędem było zdecydowanie się na psa, nad którym nikt z rodziny nie panował. W konsekwencji zaś prawdziwym problemem (wynikającym z tych poprzednich) było wprawianie psa w histerię przy każdych odwiedzinach lekarza. Błędne koło się zamykało: pies wpadał w panikę, bowiem nie ufał ludziom i kojarzył sobie osobę weterynarza ze strachem i akcją przywiązywania do płotu, kiedy się rzucał i uciekał, ludzie polowali na niego, usiłując go jakoś unieruchomić i utwierdzali go w przekonaniu że dzieją się jakieś straszne rzeczy; pies bał się, bowiem nigdy ludzie nie próbowali go nauczyć czy przekonać, że im można zaufać? a swoimi doraźnymi działaniami potwierdzali ten stan rzeczy.

Zaufanie - to słowo-klucz, które jest najważniejsze w przypadku naszych wizyt u weterynarza. Sam weterynarz nie jest dla psa najwspanialszym i najatrakcyjniejszym człowiekiem na ziemi, ale swoim postępowaniem może psa do siebie przekonać lub zrazić.

Warto więc znaleźć takiego lekarza weterynarii, który nie tylko wydaje się być dobrym fachowcem, ale jest cierpliwy i zrównoważony.

Nie chodzi tu o podlizywanie się właścicielowi (czasem spotyka się takich fachowców i to w różnych dziedzinach). Nie chodzi o to, żeby lekarz podczas każdej wizyty głośno zachwycał się noskiem czy ogonkiem naszego psa (choć, oczywiście, jako że nasz pies i tak jest najpiękniejszy na świecie, to kiedy to usłyszymy, na ogół nas to nie irytuje). Za to warto ocenić, czy osoba ta wykonuje jakieś gwałtowne ruchy, czy cały czas nas popędza, żebyśmy szybciej psa ustawiali i mocniej przytrzymywali, czy zdaje się ignorować naszego zwierzaka, traktując go niczym rzecz, martwy przedmiot ? i tak dalej.

Rodzaj zawodowej poufałości wobec psów czy swego rodzaju bezceremonialność może nam się wydać drażniąca, ale zawsze warto odwołać się do oceny... naszego psa. Czy pies bardzo mocno napina mięśnie pod dotykiem weterynarza? Czy się wyraźnie cofa, zapiera? Czy też jest w stanie się rozluźnić w bliskim kontakcie z nim?

Powiedzmy, że wybraliśmy weterynarza który ma być lekarzem prowadzącym naszego psa. Oczywiście życzyć należy i nam, i naszym psom, aby spotkania z tym człowiekiem odbywały się tylko raz do roku: przy okazji szczepień. Niemniej nawet gdyby tak się miało stać, warto poświęcić trochę czasu na kilkukrotne odwiedzenie lecznicy i samego gabinetu naszego weterynarza ot tak, towarzysko.

I dobrze będzie mieć wtedy w przepastnej kieszeni bardzo dużo atrakcyjnych smakołyków. Odwiedziny lecznicy mają się bowiem psu kojarzyć z czymś jak najprzyjemniejszym. Właśnie dlatego odwiedzamy to miejsce choć nie mamy tu akurat żadnego interesu, żeby pies dobrze poznał lecznicę i dowiedział się, że wchodzi się do środka, zjada dobre rzeczy i wychodzi - czysta przyjemność.

Tu uwaga: weterynaryjne przychodnie odwiedzają bardzo różni ludzi i... bardzo różne zwierzęta. Część z nich jest wręcz asocjalna, a już wszystkie są na ogół mocno zdenerwowane. Lepiej nie narażać naszego psa na pogryzienie w poczekalni, a takie rzeczy się zdarzają. Dlatego warto zorientować się, kiedy w lecznicy jest najmniejszy ruch i wtedy planować odwiedziny. Jeśli personel przychodni jest życzliwy i chętny do pomocy, można na przykład umówić się na spotkanie dziesięć minut przed jej otwarciem - może nas z psem wpuszczą i jeszcze pozwolą mu obwąchać wszystkie kąty?

Rzeczą bardzo istotną jest przećwiczenie z psem rozmaitych sytuacji w jakich może się w gabinecie weterynarza znaleźć. Na przykład warto nauczyć go " niczym sztuczki " hasła "badanie" któremu towarzyszy przykładanie do psiego ciała błyszczącego przedmiotu.

Każde dotknięcie nagradzamy, ma się rozumieć. Z czasem pies wręcz cieszy się kiedy ktoś proponuje mu taką zabawę.

Dotykajmy psich uszu, udawajmy że zaglądamy do ich wnętrza, za każdym razem psa nagradzając i używając zawsze tego samego hasła.

Nauczmy psa, że branie jego łap do ręki i dotykanie każdego pazura cążkami(oczywiście bez prób przycinania) to świetne ćwiczenie, hojnie nagradzane.

Im lepiej przyzwyczaimy psa do różnych manipulacji przy nim tym większe są szanse na to, że nie wpadnie potem w panikę podczas wizyty u weterynarza. A panika, histeria, strach to najgorsze, co się może wtedy przytrafić. W tym stanie bardzo trudno zwierzę opanować i może ono narobić poważnych szkód; panika wiąże się z przekonaniem psa, że broni w tej chwili życia. A gdy pies dojdzie do takiego wniosku, to broni swego życia z pełnym zaangażowaniem; żadnego odpuszczania czy zasad fair play!

Na szczęście wiele psów nie reaguje na wizyty u weterynarza aż tak drastycznie.

Co by się nie działo, warto pamiętać że sporo zależy też od naszego nastawienia. Zawsze najlepiej jest starać się zachować spokój; ważne też, żeby nie użalać się zbytnio nad psem, nie wpadać w boleściwe tony: "biedny Buruniu, ten niedobry pan cię ukłuł!". Dopóki pozostajemy spokojni i pewnie siebie, dopóty jest szansa że pies oceni sytuację jako mało zagrażającą.

Jak miło, że sporo jest na świecie psów machających ogonem do schylających się nad nimi weterynarzy. Jeśli na takiego trafiliśmy, to delektujmy się tym stanem rzeczy. A gabinet naszego weterynarza jednak odwiedźmy choć kilka razy bez żadnego wyraźnego celu, za to z nagródkami dla psa w kieszeni. Tak dla pewności.

 

Paulina Łukaszewska


{backbutton}

 

Rola kar i nagród w procesie tresury psa

Czy w ogóle w procesie tresury możemy mówić o karach i nagrodach? Z nagrodami sprawa jest prosta, bo raczej każdy z nas rozumie intuicyjnie na czym one polegają i że w ogóle są potrzebne. Ale już pojęcie ?kary? nie jest takie jednoznaczne.

Po pierwsze, niesie ono ze sobą ? przynajmniej w naszym, ludzkim rozumieniu ? świadomość winy. Owszem, wiele osób często uczłowiecza psy przypisując im a to wstyd (?on wie, że źle zrobił, i się wstydzi?) a to poczucie winy (?on przeprasza?). Tak naprawdę to są to uczucia psom niedostępne, choć pewnie bardzo chcielibyśmy żeby było inaczej; nasza ocena zachowania psa wynika często z faktu że źle interpretujemy dawane nam sygnały, biorąc po prostu oznaki uległości albo niepewności za wstyd.

Po drugie ? samo słowo ?kara? brzmi dla wielu z nas... okropnie. Często obecnie słyszymy, że kary to wyraz słabości, że stosując kary jesteśmy niedobrymi ludźmi (albo przynajmniej że nie dajemy sobie rady sami ze sobą)...

Może używać więc słowa ?warunkowanie?? Albo ?awersja?? W języku trenerów awersja oznacza nieprzyjemny bodziec. A więc coś w rodzaju kary, lecz znacznie bardziej ?pierwotne?, okrojone ze skomplikowanych znaczeń czy interpretacji.

Żeby móc mówić o przydatności awersyjnych bodźców powinniśmy najpierw zrozumieć, że nie za dobrym pomysłem jest używanie ich w początkach procesu szkolenia. W zasadzie każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę ale w praktyce... różnie bywa.

zdjęcie przewodnik z psemW procesie nauki najlepiej sprawdza się taka sekwencja: uczymy psa konkretnego ćwiczenia, nagradzając (z początku bardzo intensywnie) prawidłowe wykonanie. W toku nauki, gdy już jesteśmy pewni, że pies zna i rozumie komendę, a z jakichś przyczyn odmawia jej wykonania ? powinniśmy pokazać mu prostą prawdę, że jej wykonanie mu się opłaci, zaś niewykonanie jej wiąże się z czymś nieprzyjemnym. Negatywny bodziec musi być krótki, dostosowany do konkretnego psa i natychmiast po skorygowaniu zachowania przez psa ? zastąpiony nagrodą czy pochwałą.

Niemieccy szkoleniowcy zajmujący się szkoleniem do sportów obronnych używają bardzo prostego porównania: nasze psy kochają sytuacje czarno-białe, podczas gdy my najczęściej fundujemy im wszechogarniającą szarość.

Inaczej ujmując tę kwestię: skarcenie powinno być krótkotrwałe, nastąpić dokładnie w momencie gdy pies go potrzebuje i być dla psa zrozumiałe.

Tymczasem wiele osób ma tendencje do postępowania w ten sposób, że pies nie otrzymuje od nich czytelnych, jasnych sygnałów (?to twoje zachowanie bardzo lubię, a tego nienawidzę?) tylko niewyraźny przekaz emocjonalny z którego, biedak, niewiele rozumie.

Przykład? Proszę bardzo. Ilu z nas ma tendencje do ?obrażania? się na psa albo czynienia mu wymówek? Oj, chyba wielu... Pies odczytuje wówczas jedynie to, że jesteśmy na niego źli (okazujemy mu., w ten czy inny sposób, naszą agresję). Ale powiązać naszego stanu emocjonalnego z własnym zachowaniem zwyczajnie nie potrafi. Czasem przypadkowo udaje nam się wprawić go w odpowiedni stan ducha (na przykład: okazywanie uległości) i wtedy wydaje nam się, że pies zrozumiał, o co byliśmy na niego źli bo przecież zmodyfikował swoje zachowanie.

W psim świecie na nieodpowiednie zachowanie jest błyskawiczna, mocna i krótka reakcja, a potem stosunki w stadzie natychmiast wracają do normy. My lubimy celebrować nasze urazy. Gniewać się, nadymać, oczekiwać przeprosin albo rozmyślać o doznanych krzywdach.

Jako, że z dwóch gatunków to my jesteśmy przedstawicielami tego lepiej rozwiniętego, przynajmniej intelektualnie ? pozostaje nam trochę się ponaginać do zasad psiego świata, bo psy, niestety, nie są w stanie sięgnąć do meandrów naszej psychiki i ją pojąć.

Interesującym, a chyba mało znanym faktem jest że generalnie psy lepiej reagują na krótkie awersyjne bodźce fizyczne, niż na przedłużającą się przemoc psychiczną. Ta przemoc psychiczna brzmi bardzo groźnie, a tymczasem jest to coś co towarzyszy chyba wszystkim właścicielom psów, jest bowiem na ogół zupełnie nieświadome. Znam wiele osób szczycących się tym, iż są ?dobre? dla swoich psów ? nigdy ich nie szarpnęły czy nie dały im klapsa! ? ale za to... ciągle okazujących im niezadowolenie. Rezultat wcale nie jest zadowalający i naprawdę trudno powiedzieć że ich psy są szczęśliwe. Wielu właścicieli naprawdę zdumiewa moje pytanie: jak często uśmiechasz się do swojego psa? A czy w ogóle umiesz to robić?

Wiąże się to z drugim aspektem naszych rozważań ? z nagradzaniem. Każdy z nas zgodzi się, że na pewno można nagrodzić psa jedzeniem , ot, podanym mu smakołykiem, najlepiej czymś, co nasz zwierz jada ?od święta?, a nie nudną granulką suchej karmy.

Drugim typem nagrody który łatwo identyfikujemy jest pochwała. Tak naprawdę nie tyle słowo jest dla psa ważne, a zaspokojenie potrzeby kontaktu socjalnego. Psy to zwierzęta stadne; do prawidłowego funkcjonowania potrzebują poczucia akceptacji, ciepła, spokoju.

Wydaje się, że pochwała głosem jest czymś najbardziej uniwersalnym i najłatwiej dostępnym ? pochwalenie psa to żadna filozofia, prawda? Często towarzyszy temu dotyk ? pogłaskanie, poklepanie.

Kto by przypuszczał, że wkraczamy tu na zdradliwe bagnisko, a nie na twardy i znany nam wszystkim grunt? Nie takie to wszystko proste. Słowa ?dobry pies!? można wymawiać na wiele sposobów. A nasz własny, prywatny dobry pies wcale a wcale nie rozumie ich na nasz sposób; tym, co sprawia mu przyjemność, co powoduje, że zaczyna się cieszyć z pochwały, jest dopiero nasz ton, intonacja, energia jaką wkładamy w wypowiedzenie słów aprobaty.

Nam tymczasem trudno jest okazywać psu prawdziwy entuzjazm, zwłaszcza w miejscach publicznych. Dlatego tak często słyszy się owo ?dobry pies!? wymruczane pod nosem albo wygłoszone neutralnym tonem. Równie dobrze moglibyśmy mówić do psa że jest ładna pogoda. Pełne otwarcie w kontaktach z psem, nauczenie się pewnej przesady w naszych reakcjach na pewno nie zaszkodzą.

Dotyk na pewno może być nagrodą, ale właściwe stosowanie go to wyższa szkoła jazdy. Tak bardzo lubimy głaskać i klepać nasze psy że nie przychodzi nam do głowy, iż nasze karesy mogą im wcale nie sprawiać przyjemności. Godzą się z faktem, że ciągle gładzimy je po głowach i karku, ale w gruncie rzeczy nie przepadają za tym. Po prostu dotykanie tych stref w ich gatunku oznacza ostrzeżenie: uważaj! nie podoba mi się, co robisz!

Bądź tu mądry, człowieku: dla nas możliwość pogłaskania naszego ciężko pracującego dla nas psa jest pokusą nie do odparcia. Rezygnować z tego? Ależ nie. Trudno chodzić ciągle spiętym i wpadać w depresję bo oto znów samych siebie nie upilnowaliśmy, znów nasz pies zaliczył pacanie po głowie. Przenieśmy po prostu naszą rękę na psi podbródek albo miejsce za uszami (drapanie za uszkami, mmm, cymes). Albo wreszcie na psi zadek, jeśli chce nam się zwierzaka solidnie wyklepać.

zdjęcie przewodnik z piłką Zaspokojenie popędu łowieckiego czyli nagradzanie zabawką, piłką ? najczęściej stosuje się je w szkoleniu psów sportowych. Jako, że taki pies ma pracować w możliwie dużym pobudzeniu, to i taką pobudzającą nagrodę się wtedy stosuje. W przypadku psów przewodników i ich bezpośredniej relacji z osobą niewidomą ten typ nagradzania niesie ze sobą zbyt duże problemy techniczne. Oczywiście nie mam tu na myśli czasu wolnego gdy rzuca się swojemu psu piłkę w ramach zabawy, relaksu dla obu partnerów: pana i psa. Na to powinno się znaleźć miejsce i czas.

Istotną kwestią podczas uczenia psa jest przekonanie go, że nagroda może być odsunięta w czasie. Ba, jest to warunek konieczny do osiągnięcia jakiegokolwiek postępu. W przeciwnym wypadku osoba ćwicząca z psem jest przez tego ostatniego postrzegana jako coś w rodzaju automatu do wydawania nagródek: ?Masz nagrodę? Pokaż! A, masz... no to wykonam polecenie?.

Oczywiście w procesie nauki stopniowo zmniejsza się częstotliwość nagradzania, wymienia nagrody (np. smakołyk używany na początku zastępuje się nagrodą socjalną); dzieje się tak w miarę wprowadzania psa w pewien klarowny i jasny dla niego system. Pies pracujący jest w stanie efektywnie działać właśnie wtedy, gdy ten system działa bez zarzutu.

Paulina Łukaszewska

{backbutton}

Więcej artykułów…