Na przechowaniu...
Nie wszędzie możemy zabrać naszego psa. Zawsze gdy pojawi się potrzeba znalezienia mu tymczasowego lokum zastanawiamy się, kto mógłby się podjąć opieki nad nim. Pomijając możliwości różnych krewnych i znajomych, nasza podświadomość zadaje nam raczej pytanie kto jest GODNY zająć się naszym psem!
Na pewno osoba, która się tego zadania podejmuje, powinna się cechować pewną konsekwencją i umiejętnością słuchania. A tak bowiem trzeba będzie przekazać jej wskazówki, dotyczące nie tylko żywienia czy spacerów, ale też ogólnego savoir-vivre obejmującego naszego psa. Najmilsza nawet ciocia która nasze uwagi na temat nie karmienia pomiędzy posiłkami i nie wpuszczania do łóżka kwituje pobłażliwymi uwagami w stylu "dajże spokój, ten biedny piesek jest jakiś taki niedożywiony!" albo -żadnemu psu jeszcze nie zaszkodziło pospanie na kanapie? powinna wzbudzić w nas najżywszy niepokój. Skoro stawia opór zanim jeszcze doszło do opieki nad psem, to istnieje obawa że najbardziej nawet racjonalne argumenty trafią w próżnię.
Oczywiście pewnego gatunku osób nie da się spacyfikować, jednak wielu potencjalnym opiekunom naszego psa zdecydowanie dobrze zrobi jeśli odpowiednio mocno podkreślimy na czym nam zależy.
Niekiedy lepiej gdy taki człowiek pyta o mnóstwo zagadnień albo - jak ciocia z naszego przykładu ? zgłasza własne autorskie pomysły na wychowanie naszego psa; gorzej gdy taka osoba milczy albo nam przytakuje, a swoje, następnie, robi. Trudno; wszystkiego nie przewidzimy...
Zazwyczaj pojawia się wiele pytań związanych z zagadnieniem wydawania komend psu przewodnikowi. Kto, tak naprawdę, ma prawo to robić i jak wobec tego powinna postępować osoba u której pies pozostaje na przechowaniu?
Cóż, jako że pies doskonale odróżnia pracę od czasu wolnego, nie musimy polecać tymczasowemu opiekunowi żeby ćwiczył z psem zaznaczanie krawężników (chyba, że zostawiamy psa w obcym domu na pół roku...). Jednak nasz pies na pewno ma rozmaite umiejętności, nazwijmy to, "cywilne": wraca na wołanie, wykonuje podstawowe komendy... Nie ma przeszkód, żeby opiekun je wszystkie egzekwował, zwłaszcza że bardzo ułatwiają życie z psem. Warto jednak uprzednio go nieco przeszkolić, choćby przekazać mu dość dokładnie, czego powinien od psa oczekiwać, w jaki sposób wydawać polecenia i tak dalej.
Choć mówi się, że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda..., czyli - jeśli ktoś czyni nam grzeczność, przyjmując pod opiekę naszego zwierzaka - możemy mieć lekkie opory przed zbyt kategorycznym wymaganiem rozmaitych zachowań od takiego zacnego człowieka. No trudno, można je przekazać w grzecznej, a nawet bardzo grzecznej, dyplomatycznej formie, ale raczej od tego nie uciekniemy. Psy bardzo szybko akceptują rozluźnienie dyscypliny a potem wcale nie jest łatwo wrócić do pierwotnego stanu. Miły wujek będzie przez tydzień intensywnie podkarmiał naszego psa przy stole, a my potem nie będziemy się mogli nadziwić, co się stało naszemu, niegdyś bohatersko ignorującemu ludzkie posiłki, przewodnikowi!
Wypraszanie psa z kanapy (z zaletami której zdążył się zapoznać będąc w gościnie u naszych przyjaciół ) do miłych zajęć nie należy. I tak dalej.
Bywa, że rodzina i przyjaciele zawodzą i akurat nie są w stanie przygarnąć naszego przewodnika pod swój dach na te kilka czy kilkanaście dni. Pozostaje więc znacznie mniej komfortowa (także dla naszej psychiki) opcja wyszukania hotelu dla psów. Namnożyło się takich instytucji ostatnio w Polsce, namnożyło ? a jednak znaleźć dobry psi hotel nie jest łatwo. Co możemy zrobić? Na pewno trzeba szukać miejsca z referencjami. Jeżeli znajomy psiarz zna miejsce godne polecenia, zwłaszcza takie, w którym przechowuje własnego zwierzaka - to już dobrze. Niemniej... trzeba pamiętać o szczególnym mechanizmie psychologicznym, każącym niektórym bliźnim uprawiać coś w rodzaju propagandy sukcesu: wszystko, co robią, jest bez zarzutu, mają same sukcesy i doskonale wiedzie im się w życiu, a więc i psi hotel wybrali... najlepszy. Najwspanialszy. I w ogóle naj. Rzecz w tym, że w ich oczach hotelik jest taki znakomity przez fakt, że go wybrali - a nie z (obiektywnego) powodu warunków nim panujących. Trzeba więc podpytywać dokładnie o poziom usług świadczonych w wybranym miejscu. Czy psy żywione są własną karmą? Czy są wyprowadzane z boksów na spacery, a jeśli tak, to jak często? Ile zwierząt jednorazowo może znaleźć miejsce w hotelu? Ile osób (na ile psów) pracuje w hotelu?
Psy mieszkające w domu miewają nieraz duże problemy z adaptacją do warunków kojcowych (a takie oferuje większość hoteli). Istnieją osoby prowadzące coś w rodzaju pensjonatów dla zwierząt - za odpowiednią opłatą przyjmują niewielką ilość psów, przetrzymując je we własnym mieszkaniu, w całkowicie domowych warunkach. To mogłoby być dobre rozwiązanie, jednak znów przy zastrzeżeniu, że przed zawiezieniem tam psa wykonamy solidne rozpoznanie.
Autor: Paulina Łukaszewska
| « Biedne te pieski | Przywołanie » |
|---|
Please wait...
















