Biedne te pieski
"Biedne te pieski!" - pewnie każdy, kto korzysta z pomocy przewodnika słyszał te słowa wypowiadane z westchnieniem gdzieś na środku ulicy. Użalający się nad losem psów-przewodników niby wiedzą, że to niezwykle pożyteczna praca, że te psy są potrzebne, że zmieniają czyjeś życie. No, ale wiedza to jedna sprawa, zaś emocje - inna. Poczciwy bliźni, na dodatek miłośnik zwierząt, widzi, jak to jest: pies wędruje w uprzęży, z napiętą cały czas uwagą, nie zwraca uwagi na inne psy, pogłaskać go nie wolno (o czym przypomina groźny napis na szorkach), pobiegać pewnie nie może, herbatnikiem go się nie poczęstuje, słowem - nieszczęśliwe zwierzę cierpiące w służbie człowieka.

Image: graur razvan ionut / FreeDigitalPhotos.net
Czy tak jednak jest w istocie? Wydaje się, że kiedy już pies-przewodnik trafi na "swojego" człowieka - kogoś, z kim jest, tak naprawdę, niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę, kogo prowadzi, kim się opiekuje, rozwija się w nim uczucie, które z lekka antropomorfizując, można określić jako "poczucie misji".
Pies-przewodnik wie dobrze, że jego pan nie widzi. Naprawdę nie widzi, nie jak trener w czasie ćwiczeń, który niby nie widział, ale jakoś tak wybiórczo, podczas ćwiczeń w szorkach (a i wówczas zdarzało się, że ów pozornie niewidzący człowiek korygował psa w zaskakujących momentach...).
Praca staje się dla zwierzęcia czymś najważniejszym i na dodatek samonagradzającym. Pies celnika poszukuje narkotyków dlatego, że został tego nauczony i wie, że zostanie nagrodzony za znalezisko piłką. Pies sportowy także pracuje dla nagrody, jedynie długim szkoleniem utrwalono w nim wiarę, że owa nagroda może być znacznie odsunięta w czasie.
Tymczasem więź, jaka zaczyna łączyć przewodnika i jego pana, nie jest porównywalna z niczym innym.
Oczywiście zdarza się, że pies przewodnik troszkę, troszeczkę czaspsem... oszukuje. No cóż, pan się nie zawsze zorientuje, że lekki meander wykonany na chodniku nie był spowodowany chęcią ominięcia przeszkody, tylko zerknięcia choć kątem oka na interesujący śmieć leżący na trawniku po drugiej stronie. Takie drobne figle zdarzają się, i owszem - ale nie w momentach istotnych. Te psy dokładnie wiedzą, jak wiele od nich zależy.
Przewodniki mają tak silny związek z właścicielami, że w obecnych czasach nie można znaleźć innego przykładu tak głębokiej relacji człowiek-pies.
Wszystkim psiarzom, którzy użalają się nad przewodnikami należałoby zadedykować tę prawdę. Tak naprawdę każdy chciałby choć raz w życiu poczuć ten typ relacji ze swoim zwierzakiem. Ja i ty jesteśmy razem, zdani na siebie, zależni od siebie nawzajem.
Stare przysłowie mówi: "chcesz być szczęśliwy przez rok? Wygraj na loterii. Chcesz być szczęśliwy przez całe życie? Rób to, co kochasz". Jeśli kochamy swoją pracę, pieniądze za nią niejednokrotnie przestają być istotne - a przynajmniej nie są najważniejsze. Podobnie czas, jaki przeznaczamy na wykonywanie tej pracy.
A psy-przewodniki kochają swoje zajęcie.
Wreszcie... kto wydałby się nam ciekawszą osobowością: pasjonat pochłonięty tym, czym się zajmuje, czy marudzący od wielu lat bezrobotny dla którego żadna praca nie jest odpowiednia i który jedynie zamęcza otoczenie narzekaniami?
Wiele domowych psiaków jest raczej w sytuacji tego bezrobotnego. Żadna nagroda nie wydaje im się dość atrakcyjna, żeby za nią pracowały. Niby mają swojego pana i swoją rodzinę, która je rozpieszcza, ale w parku wybierają włóczenie się i zaczepianie obcych psów od bycia ze swoim człowiekiem...
A jak to właściwie jest, że to właśnie psy wybrano jako stworzenia, które mogą prowadzić niewidomych? Jakieś takie to się nam wydaje oczywiste - ale ktoś, kiedyś, dawno temu wpadł na pomysł, żeby je w ten sposób wykorzystywać. Zaobserwował w tym gatunku określone cechy, jakie dawały podstawy do przypuszczeń, że psy się jako przewodniki sprawdzą.
W pracy,n jaką ma wykonywać pies, najlepiej korzystać z jego naturalnych instynktów. U każdego psa w mniejszym lub większym stopniu występuje coś, co można nazwać znajomością ścieżek i tras, dzięki którym trafia do rodzinnej nory. Taki fabrycznie wbudowany GPS, tę umiejętność wykorzystujemy i pogłębiamy, szkoląc psy-przewodniki.
W szkoleniu ich bazujemy, tak naprawdę, na trzech podstawowych komendach: naprzód, w prawo i w lewo (przy czym zwierzak musi cały czas dużo myśleć o tym, jak wygląda w tej chwili nasza ścieżka, wiedzieć, że w danej chwili to "naprzód" wychodzi może nieco faliście z uwagi na przeszkody, a jednak pozostaje nadal kierunkiem w przód - słowem, owe komendy muszą być wykonywane inteligentnie, a nie czysto schematycznie).
Oczywiście to osoba niewidoma decyduje o docelowym miejscu i o trasie. A jednak, psy bardzo często domyślają się, dokąd właściwie chcemy się udać nie wspominając już o stałych, znanych trasach, po których się poruszamy.
Zaznaczanie krawężników, torów, wyszukiwanie przejść, schodów, wind czy ławek to elementy treningu, który jednak jako absolutną podstawę ma owo "chcemy dotrzeć do domu!".
Osobną kwestią jest poczucie odpowiedzialności za innego członka stada. Aby psia rodzina - stado - dobrze funkcjonowała, jego członkowie powinni być w jak najlepszej kondycji. Komuś w aktualnie słabszej kondycji inne psy usiłują pomóc - na przykład liżąc rany pokaleczonego ziomka. Sygnał, że członek psiej rodziny nie widzi, może zaowocować naturalną chęcią prowadzenia go. Niewątpliwie psy posiadają coś w rodzaju "instynktu opiekuńczości" i także tę cechę wykorzystuje się w szkoleniu przewodników.
Jednak inna jest więź psa z treserem w trakcie ćwiczeń przygotowujących go do nowej roli, a zupełnie inna z właścicielem, któremu ten pies pomaga i z którym spędza życie. Jego praca jest zgodna z instynktami, w jakie wyposażyła go natura.
Dlatego nie żałujmy psów-przewodników. Nie jest im w życiu źle.
Autor: Paulina Łukaszewska
| Na przechowaniu... » |
|---|
Please wait...
















