Warunkowanie reakcji psa podczas wizyty u weterynarza
Kto lubi wizyty u lekarza ? proszę podnieść rękę...
A już gdy się jest psem, spotkania z weterynarzem mogą się stać źródłem sporej traumy. Człowiekowi, nawet bardzo młodemu, udaje się wytłumaczyć, że zastrzyk robią mu dla jego własnego dobra. Psu trudniej jest uwierzyć, że mierzenie temperatury albo czyszczenie uszu jest rzeczą niezbędną i na dodatek zmierza do poprawienia jego kondycji.
Tak naprawdę dobrze wychowany, ufający swojemu panu pies na ogół poddaje się różnym, nieraz nieprzyjemnym zabiegom bez specjalnego trudu.
Tak powinno przynajmniej być, bowiem w praktyce... ach, czasem warto spytać zaprzyjaźnionego weterynarza o tak zwane "trudne przypadki". Do moich ulubionych historyjek należy ta, opowiedziana mi przez mojego "rodzinnego" lekarza weterynarii, o trudnych wyprawach do pewnej podmiejskiej willi, na której podwórzu już czekał ogromnych rozmiarów owczarek kaukaski. Owczarek zdecydowanie nie życzył sobie żadnych badań, a już zwłaszcza szczepień, toteż gdy weterynarz podjeżdżał pod posesję, cała rodzina rozpoczynała polowanie z lassem na miotającego się psa. Zazwyczaj w końcu udawało się przytroczyć go do ogrodzenia i wtedy, przez pręty, nasz nieszczęsny lekarz mógł psa zbadać albo zrobić mu zastrzyk.
Jest to oczywiście opowieść o ludzkich błędach: błędem było utrzymywanie na posesji półdzikiego, niczego nie nauczonego zwierzęcia. Błędem było zdecydowanie się na psa, nad którym nikt z rodziny nie panował. W konsekwencji zaś prawdziwym problemem (wynikającym z tych poprzednich) było wprawianie psa w histerię przy każdych odwiedzinach lekarza. Błędne koło się zamykało: pies wpadał w panikę, bowiem nie ufał ludziom i kojarzył sobie osobę weterynarza ze strachem i akcją przywiązywania do płotu, kiedy się rzucał i uciekał, ludzie polowali na niego, usiłując go jakoś unieruchomić i utwierdzali go w przekonaniu że dzieją się jakieś straszne rzeczy; pies bał się, bowiem nigdy ludzie nie próbowali go nauczyć czy przekonać, że im można zaufać? a swoimi doraźnymi działaniami potwierdzali ten stan rzeczy.
Zaufanie - to słowo-klucz, które jest najważniejsze w przypadku naszych wizyt u weterynarza. Sam weterynarz nie jest dla psa najwspanialszym i najatrakcyjniejszym człowiekiem na ziemi, ale swoim postępowaniem może psa do siebie przekonać lub zrazić.
Warto więc znaleźć takiego lekarza weterynarii, który nie tylko wydaje się być dobrym fachowcem, ale jest cierpliwy i zrównoważony.
Nie chodzi tu o podlizywanie się właścicielowi (czasem spotyka się takich fachowców i to w różnych dziedzinach). Nie chodzi o to, żeby lekarz podczas każdej wizyty głośno zachwycał się noskiem czy ogonkiem naszego psa (choć, oczywiście, jako że nasz pies i tak jest najpiękniejszy na świecie, to kiedy to usłyszymy, na ogół nas to nie irytuje). Za to warto ocenić, czy osoba ta wykonuje jakieś gwałtowne ruchy, czy cały czas nas popędza, żebyśmy szybciej psa ustawiali i mocniej przytrzymywali, czy zdaje się ignorować naszego zwierzaka, traktując go niczym rzecz, martwy przedmiot ? i tak dalej.
Rodzaj zawodowej poufałości wobec psów czy swego rodzaju bezceremonialność może nam się wydać drażniąca, ale zawsze warto odwołać się do oceny... naszego psa. Czy pies bardzo mocno napina mięśnie pod dotykiem weterynarza? Czy się wyraźnie cofa, zapiera? Czy też jest w stanie się rozluźnić w bliskim kontakcie z nim?
Powiedzmy, że wybraliśmy weterynarza który ma być lekarzem prowadzącym naszego psa. Oczywiście życzyć należy i nam, i naszym psom, aby spotkania z tym człowiekiem odbywały się tylko raz do roku: przy okazji szczepień. Niemniej nawet gdyby tak się miało stać, warto poświęcić trochę czasu na kilkukrotne odwiedzenie lecznicy i samego gabinetu naszego weterynarza ot tak, towarzysko.
I dobrze będzie mieć wtedy w przepastnej kieszeni bardzo dużo atrakcyjnych smakołyków. Odwiedziny lecznicy mają się bowiem psu kojarzyć z czymś jak najprzyjemniejszym. Właśnie dlatego odwiedzamy to miejsce choć nie mamy tu akurat żadnego interesu, żeby pies dobrze poznał lecznicę i dowiedział się, że wchodzi się do środka, zjada dobre rzeczy i wychodzi - czysta przyjemność.
Tu uwaga: weterynaryjne przychodnie odwiedzają bardzo różni ludzi i... bardzo różne zwierzęta. Część z nich jest wręcz asocjalna, a już wszystkie są na ogół mocno zdenerwowane. Lepiej nie narażać naszego psa na pogryzienie w poczekalni, a takie rzeczy się zdarzają. Dlatego warto zorientować się, kiedy w lecznicy jest najmniejszy ruch i wtedy planować odwiedziny. Jeśli personel przychodni jest życzliwy i chętny do pomocy, można na przykład umówić się na spotkanie dziesięć minut przed jej otwarciem - może nas z psem wpuszczą i jeszcze pozwolą mu obwąchać wszystkie kąty?
Rzeczą bardzo istotną jest przećwiczenie z psem rozmaitych sytuacji w jakich może się w gabinecie weterynarza znaleźć. Na przykład warto nauczyć go " niczym sztuczki " hasła "badanie" któremu towarzyszy przykładanie do psiego ciała błyszczącego przedmiotu.
Każde dotknięcie nagradzamy, ma się rozumieć. Z czasem pies wręcz cieszy się kiedy ktoś proponuje mu taką zabawę.
Dotykajmy psich uszu, udawajmy że zaglądamy do ich wnętrza, za każdym razem psa nagradzając i używając zawsze tego samego hasła.
Nauczmy psa, że branie jego łap do ręki i dotykanie każdego pazura cążkami(oczywiście bez prób przycinania) to świetne ćwiczenie, hojnie nagradzane.
Im lepiej przyzwyczaimy psa do różnych manipulacji przy nim tym większe są szanse na to, że nie wpadnie potem w panikę podczas wizyty u weterynarza. A panika, histeria, strach to najgorsze, co się może wtedy przytrafić. W tym stanie bardzo trudno zwierzę opanować i może ono narobić poważnych szkód; panika wiąże się z przekonaniem psa, że broni w tej chwili życia. A gdy pies dojdzie do takiego wniosku, to broni swego życia z pełnym zaangażowaniem; żadnego odpuszczania czy zasad fair play!
Na szczęście wiele psów nie reaguje na wizyty u weterynarza aż tak drastycznie.
Co by się nie działo, warto pamiętać że sporo zależy też od naszego nastawienia. Zawsze najlepiej jest starać się zachować spokój; ważne też, żeby nie użalać się zbytnio nad psem, nie wpadać w boleściwe tony: "biedny Buruniu, ten niedobry pan cię ukłuł!". Dopóki pozostajemy spokojni i pewnie siebie, dopóty jest szansa że pies oceni sytuację jako mało zagrażającą.
Jak miło, że sporo jest na świecie psów machających ogonem do schylających się nad nimi weterynarzy. Jeśli na takiego trafiliśmy, to delektujmy się tym stanem rzeczy. A gabinet naszego weterynarza jednak odwiedźmy choć kilka razy bez żadnego wyraźnego celu, za to z nagródkami dla psa w kieszeni. Tak dla pewności.
Paulina Łukaszewska
{backbutton}
| « Przywołanie | Rola kar i nagród w procesie tresury psa » |
|---|
Please wait...















