Pielęgnacja psa przewodnika przez osobę niewidomą
Po długim i pełnym hasania spacerze siadamy przy herbacie wokół dużego stołu; psy, zmęczone wyprawą, kładą się grzecznie u nóg swoich właścicieli.

Image: Maggie Smith / FreeDigitalPhotos.net
Dziś ci właściciele opowiedzą mi, jak wygląda w ich życiu pielęgnacja ich psów.
Najczęściej - przynajmniej w naszym kraju - jako psy przewodniki wykorzystywane są labradory i inni przedstawiciele rodziny retrieverów.
Właściciele labradorów pogodnie przyjmują pytanie o linienie. No owszem - to każdy, kto decyduje się na labradora, dostaje w pakiecie. Jednak staranne wyczesywanie nieco pomaga się do owego faktu... przyzwyczaić. Co bardziej fatalistycznie nastawione osoby radzą dobór takich ubrań, na których owej sierści zbytnio nie widać; dodają też kilka zdań o trwałym zaprzyjaźnieniu się z odkurzaczem.
Nieco mniej groźne pod względem linienia są chesapeake bay retrievery. Goldeny zaś, choć linieją, mają sierść o innej od poprzedników strukturze, znacznie łatwiej pozbyć się jej gdy opuści już ona... psa.
Nie da się ukryć, że kluczem do dobrego wyglądu zwierzaka i mniejszej uciążliwości związanej z jego linieniem jest systematyczność działania. Każda osoba niewidoma może swojego zwierzaka regularnie czesać, ewentualnie przemywać mu oczy roztworem soli fizjologicznej. Można też skontrolować stan pazurów - czasem mimo chodzenia po twardym podłożu zdarza się, że któryś przerośnie, co jest źródłem sporego dyskomfortu dla zwierzaka. Przycięcia pazurów warto dokonać w gabinecie weterynaryjnym; wbrew pozorom to nie taka znów prosta operacja, jeśli przejmujemy się tym żeby została prawidłowo wykonana (gdy zabieramy się do rzeczy niefachowo, możemy łatwo naruszyć rdzeń pazura i spowodować krwawienie i ból).
O sprawdzenie stanu uszu przewodnika należałoby poprosić osobę widzącą; podobnie jest z systematyczną kontrolą stanu skóry - czy nie ma gdzieś zaczerwienienia, jakichś łuszczących się ognisk zapalnych itd. Zwłaszcza trzeba sprawdzać miejsca bezwłose lub pokryte rzadkim włosem - brzuch, okolice genitaliów. Są one słabiej chronione, a w przypadku wystąpienia jakichś kłopotów zdrowotnych często na nich właśnie widać wysypkę, zaczerwienienie - symptom rozwijającego się problemu. Zwłaszcza jeśli pies jest alergikiem, to na skórze najczęściej widać że coś niedobrego się w tej sferze dzieje.
Osoba niewidoma może kontrolować dotykiem, czy przypadkiem jej ukochanego przewodnika nie napadł kleszcz. Mimo że logiczne wydaje nam się iż kleszcze pojawiają się późną wiosną, a ich wysyp kończy się w jesieni, nie jest to takie oczywiste. Czasem lecznice weterynaryjne otrzymują sygnały o pojawieniu się tych przenoszących babeszjozę pajęczaków już w lutym. Wiele zależy od pogody panującej w zimie.
Tak czy siak gdy odkryjemy podejrzane zgrubienie na psiej skórze, skonfrontujmy nasze podejrzenia z osobą widzącą - akurat kleszcz, zwłaszcza gdy zdążył już opić się krwią, wygląda bardzo charakterystycznie. Wyciąganie kleszcza nie jest trudne, trzeba jedynie nabrać jakiej takiej wprawy. Osoba niewidoma spokojnie sobie z tym poradzi.
Istnieją podzielone zdania co do kąpieli. Od maniakalnych zwolenników czystości (do których zaliczają się między innymi niektórzy wystawcy psów eksterierowych) dowiemy się, że częste kąpanie psa to podstawa. Z kolei wielu weterynarzy i kynologów uważa, że przesadna ingerencja w naturalną tłuszczową otoczkę psiego włosa jest szkodliwa. Na dodatek tak naprawdę sierść pozbawiona tego ochronnego płaszcza dużo szybciej się brudzi, więc łatwo wpaść w rodzaj syzyfowej pracy: im częściej psa kąpiemy, tym brudniejszy się robi i to w coraz krótszym czasie.
Wydaje się, że raczej przedstawiciele drugiej opcji mają rację. Generalnie do wykąpania naszego psa przewodnika może skłonić nas sytuacja (czyli bliskie spotkanie trzeciego stopnia z bardzo martwym zwierzęciem na trawniku jakie zdarzyło się naszemu psu w chwili relaksu) albo tak zwana siła wyższa - typu zapowiedziana wizyta alergika (tuż po kąpieli pies rozsiewa zdecydowanie mniej alergenów). To, czy kąpiel urządzi psu wyłącznie jego niewidzący właściciel, czy ktoś poproszony o pomoc, zależy w dużej mierze od możliwości tegoż właściciela - nie ma tu przecież sztywnych reguł. W każdym razie warto zainwestować w jakiś szampon przeznaczony specjalnie dla psów.
Istnieją na rynku suche szampony, najczęściej w postaci sprayów, którymi się psią sierść starannie natryskuje, a następnie wyczesuje. Niezłe rozwiązanie gdy nie chcemy moczyć psa. Spotkałam jednak sporo zwierzaków które ogromnie stresował syk sprężonego powietrza, jaki towarzyszy użyciu takiego specyfiku. Warto najpierw sprawdzić, jak nasz pies reaguje na takie niecodzienne zjawisko.
Każdy kto zajmuje się pielęgnacją swojego psa ma ulubione szczotki, grzebienie i inne gadżety które się, według niego, najlepiej sprawdzają.
Istnieje kilka rozwiązań bardzo wygodnych i pomagających nieco zmniejszyć problem linienia.
Furminator - specjalistyczny sprzęt, rodzaj szczotko-grzebienia z czymś w rodzaju ostrza do usuwania martwego włosa z podszerstka bez przecinania włosa okrywowego. Jest prosty w działaniu i bardzo, bardzo skuteczny, trzeba tylko ostrożnie nim operować, bowiem można psu podrażnić skórę. Istnieją różne odmiany tak działającego narzędzia, występujące pod rozmaitymi nazwami.
Gumowa rękawica z wypustkami - sprawdza się całkiem nieźle choć przy bardzo liniejącym psie działa czasem niczym placebo -właściciel ma miłe poczucie że się wypadającej psiej sierści pozbył, ale całkiem sporo jej dalej fruwa w powietrzu i wdzięcznie osiada na ubraniach, sprzętach i dywanie.
Metalowe zgrzebełko - sprzęt do dostania nie tyle w markowych zoologicznych sklepach, co u starych rzemieślników - rymarzy. Ma bardzo prostą budowę, to metalowe płaskie tępe zęby osadzone na wygodnej rączce, pozwalające wyczesać martwą sierść, szczególnie u psów krótko- i półdługowłosych.
Grzebień kołtuniarz - to już specjalistyczne narzędzie używane u psów długowłosych w których sierści wytworzyły się kołtuny, wymagające przecięcia. To groźnie wyglądający sprzęt z kilkoma osadzonymi równolegle ostrzami, które wsuwa się pod splątany włos i kołtun przecina. Tego akurat narzędzia osoba niewidoma powinna raczej unikać, ryzyko skaleczenia psa (siebie zresztą także) jest dość duże.
Autor: Paulina Łukaszewska
| « Wszystko na swoim miejscu | O tym co z dużym psem potrafi zrobić mały pierwotniak... » |
|---|
Please wait...















