Get Adobe Flash player

szukaj na stronie

Newsletter



Wiadomość HTML?

Joomla : Fundacja VIS MAIOR

Podaruj nam 1% podatku

Jesteśmy organizacją pożytku publicznego

KRS: 0000136590

Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj570
mod_vvisit_counterWczoraj1128
mod_vvisit_counterW tym tygodniu5839
mod_vvisit_counterW tym miesiącu25203
mod_vvisit_counterWszystkich529823

Aktualnie: gości 8 połączonych
Twoje IP: 38.107.179.240
Dzisiaj: Maj 19, 2012
Dogopedia Zdrowie i pielęgnacja

Druga strona medalu

Wprost uwielbiam Tommiego Emmanuela. To australijski gitarzysta - wirtuoz, muzyk znany i ceniony na całym świecie a przy tym bardzo skromny i niesłychanie sympatyczny człowiek. Sam gram na gitarze, wiem jak trudno osiągnąć biegłość, dlatego słysząc grę Tommiego zastanawiam się jak u licha jest to w ogóle możliwe? Odpowiedź jest prosta. Powtarzanie po wielokroć tych samych czynności powoduje że nabieramy wprawy. Jeśli mamy talent nabierzemy tej wprawy znacznie szybciej. Osobnik pozbawiony talentu nadal ma szansę na to żeby być niezłym o ile odpowiednio się przyłoży. Ktoś kto ma duży talent, kocha to co robi i jest pracowity może osiągnąć mistrzostwo. Tommy ma ogromny talent, kocha muzykę i jest bardzo pracowity.

ręka trzymająca instrument medyczny

Image: arztsamui / FreeDigitalPhotos.net


 


 

Podczas swoich przygód z chirurgią w trakcie praktyk w różnych ośrodkach uczelnianych i prywatnych spotkałem na swej drodze różnych chirurgów. Część z nich była zwyczajnie kiepska - pozbawiona talentu, zapału lub zwyczajnie nie lubiąca tej roboty. Większość to jednak dobrzy fachowcy. Miałem zaszczyt również przyglądać się pracy prawdziwych wirtuozów. Tak, tę profesję trzeba po prostu kochać. Jednak dla właściciela zwierzaka, który jest normalnym człowiekiem i nie musi przecież podzielać tych uczuć wygląda to zgoła inaczej. Jak więc prezentuje się druga strona medalu?

Ano tak, że właściciele są często pełni obaw, zdają sobie sprawę z ryzyka związanego z podaniem narkozy, nie chcą też zadawać bólu swemu zwierzęciu. Niektórzy z nich targani wyrzutami sumienia piszą wtedy do mnie takie listy:

Witam

Mam obawy związane ze sterylizacją kotki. Moja przyjaciółka Krystyna podpowiedziała mi że może Pan wyraziłby swoją opinię na ten temat. Leczyła u Pana swego psa Ruperta, darzy więc Pana dużym zaufaniem.

Lusia jest persem i ma teraz 7 miesięcy. Umową kupna kotki zobowiązałam się do jej wysterylizowania ale nie mam wyznaczonego terminu. Nie chciałabym zrobić jej niepotrzebnej krzywdy sterylizując zbyt wcześnie bądź zbyt późno. Zastanawiam się też nad konsekwencjami takiego zabiegu: kotka jest u mnie w domu od miesiąca, nadal jednak potrafią pojawić się symptomy "stresu". Taką opinię wyraził weterynarz po zbadaniu kota. Podczas wizyty Lusia była bardzo przestraszona i prychała, chociaż brak było wyraźnych symptomów choroby. Obawiam się czy taki moment jest odpowiedni na sterylizację i czy nie wpłynie na przykład na późniejsze zachowania kotki względem domowników. Obecnie nie wszyscy domownicy "mogą" ją głaskać kiedy chcą, choć ogólnie jest ciekawska i skora do zabaw. Czy zabieg w jakiś sposób wpłynie na jej charakter? Czy będzie miała skłonności do tycia? Słyszałam również o dwóch sposobach sterylizacji: pełnej i "niepełnej" ale zapobiegającej ciążom. Która z nich jest zdrowsza dla kotki? Nie wiem co robić, jedni mówią sterylizować jak tylko można (od 6-7 miesiąca) inni mówią czekać do pierwszej pełnej rui. Komu wierzyć?

Dla mnie najważniejsze jest zdrowie mojej Lusi i nie chciałabym swoją niewiedzą zrobić jej krzywdy.

Pozdrawiam i czekam na odpowiedź

Jadwiga

A ja wtedy odpowiadam mniej więcej tak:

Szanowna Pani Jadwigo!

Jak to zwykle bywa i jedni drudzy mają trochę racji. Jednak zasada w myśl której kotka/suka powinna być sterylizowana po pierwszej rui/cieczce już nie obowiązuje. Jeszcze wcześniej twierdzono, iż samica musi (dla zdrowia) choć raz urodzić miot przed sterylizacją. Według obecnej wiedzy weterynaryjnej przebyta ciąża (ani ruja) nie ma żadnego pozytywnego wpływu na zdrowie ani też na przebieg zabiegu sterylizacji zwierzaka. Ponadto przeprowadzenie ovariohisterektomii przed pierwszą rują/cieczką ma swoje "plusy". Najistotniejszym z nich jest dobroczynny wpływ tego zabiegu na profilaktykę guza sutka często dotykającego zarówno kotki jak i suki w późniejszym wieku. Naukowo udowodniono, że u ogromnej większości pacjentek wysterylizowanych przed pierwszą rują ten rodzaj nowotworu po prostu się nie rozwija. Sterylizacja po uaktywnieniu sie hormonów płciowych niestety już takiego efektu nie daje i kotka/suka w dalszym ciągu narażona jest na tę dotkliwą przypadłość.

Gwoli ścisłości zabieg wykonany np. w 7 miesiącu życia nie jest sterylizacją tzw. "wczesną". Termin ten odnosi się do sterylizacji zwierząt w 3-4 miesiącu życia i masowo przeprowadzany jest np. w USA. Najczęstszym powikłaniem jest tzw. infantylizm u tak wcześnie wysterylizowanych zwierząt, które praktycznie nigdy nie wyrastają z wieku szczenięcego.

Celowo użyłem wcześniej terminu ovariohisterectomia. Jest to usunięcie całej macicy wraz z jajnikami, co czyni pacjentkę definitywnie i na zawsze bezpłodną i ten rodzaj sterylizacji zdecydowanie polecam. Jego skuteczność jest bowiem stuprocentowa z najmniejszym ryzykiem wystąpienia powikłań w odróżnieniu od np. ovariectomii (usunięcie jajników z pozostawieniem macicy) czy też usunięcia jajników z rogami macicy a pozostawieniu jej trzonu. Wszelkie "niepełne" modyfikacje tego zabiegu są obarczone większym ryzykiem powstania procesu zapalnego pozostawionego kikuta macicy co grozi w konsekwencji zapaleniem otrzewnej i jest niebezpieczne dla zdrowia i życia. Odnosi się to również do tzw. "podwiązywania" jajników.

Zabieg jest bezpieczny i dobrze tolerowany przez kotki ale przeprowadza się go w pełnej narkozie zatem zwierzak musi być zdrowy i co niezwykle ważne nie nakarmiony. Głodówka przed zabiegiem winna trwać min. 8 godz. Po zabiegu okres rekonwalescencji wynosi 10 dni i nie wymaga jakiejś szczególnej opieki ze strony właściciela.

Co do zachowania Pani kotki to nie ma ono wpływu na zabieg ani też zabieg nie będzie miał wpływu na jej późniejsze zachowanie. Kot z natury jest zwierzęciem dość płochliwym i nieufnym o złożonej psychice i to że nie daje się np. wszystkim głaskać jest jak najbardziej normalne. W żadnym wypadku kotki nie wolno do niczego zmuszać.

Z poważaniem

Maciej Bekier

P.S.  Ostateczna decyzja czy można kotkę już operować i tak zapada dopiero w trakcie badania.

Bardzo istotne jest aby poświęcić jak najwięcej czasu na udzielenie właścicielowi odpowiedzi na wszystkie dręczące go pytania. Często właśnie przez nie wyjaśnienie

niektórych kwestii dochodzi do przykrych nieporozumień. Chirurg choćby nie wiem jakim był wirtuozem jeśli nie uprzedzi właściciela np. o możliwości wystąpienia powikłań, straci całą swą reputację jeśli te powikłania się zdarzą. "Ale przecież nikt mnie o tym nie uprzedzał", "Żaden lekarz o tym wcześniej nie mówił" - takie zdania często słyszy się w lecznicy. Zawsze staram się maksymalnie wyczerpać temat, niejednokrotnie przekazuję właścicielowi w formie pisemnej zalecenia i opis przeprowadzanych zabiegów. W tym wypadku lepiej coś powtórzyć dziesięć razy niż nie powiedzieć w ogóle. Sztuką jest osiągnąć biegłość w chirurgii ale mistrzostwem pozostać przy tym skromnym człowiekiem, który potrafi przyznać się do błędu i zawsze znajdzie czas na to aby podzielić się swoją wiedzą z każdym kto jest jego ukochaną dziedziną zainteresowany. Tak jak Tommy Emmanuel.

opatrz,l? a???L? widzisz? Dokładnie, równo i podociągane.

No, dokładnie to mi ręce opadały.

Nie wiem od czego zależy to, że jeden na samą myśl o krwi i operacjach ucieka gdzie pieprz rośnie, a drugi wręcz przeciwnie, zostaje i przygląda się z bliska. Może to widok lśniących czystością narzędzi chirurgicznych, tak niesłychanie precyzyjnych, może ich specyficzny zapach kiedy wyjmuje się je ze sterylizatora, może uspokajający sen zwierzęcia znajdującego się w głębokiej narkozie. A może świadomość, że najdrobniejsza nawet pomyłka może przekreślić cały nasz wysiłek. I jeszcze konieczność doprowadzenia tego co się rozpoczęło do końca. Bo jeśli coś idzie nie tak, nie da się odejść od stołu, pójść na spacer, zdrzemnąć się czy cokolwiek i wrócić za jakiś czas żeby dokończyć dzieła. Mamy ograniczony czas na wykonanie zabiegu. I to w sposób perfekcyjny. Jeśli któryś z etapów wykonamy "po łebkach" zawsze się to zemści. W najgorszym przypadku pacjent po prostu nie przeżyje. W najlepszym rana będzie się paskudzić bądź efekt zabiegu będzie niezadowalający. Chirurgii nie da się nauczyć z książek. Owszem, wiedza teoretyczna jest niezbędna ale dopiero w praktyce okazuje się, iż wszystko inaczej wygląda w rzeczywistości a inaczej na ilustracji. Podczas operacji nawet na chwilę nie można sobie odpuścić. Drobna pomyłka przy najbardziej banalnym zabiegu może mieć katastrofalne skutki. Trzeba być skoncentrowanym i czujnym aby jeśli coś pójdzie nie tak móc zareagować i zamiast wpadać w panikę błyskawicznie naprawić swój błąd lub po prostu efekt nieszczęśliwego splotu zdarzeń.

Mistrz dla czeladnika zawsze pozostanie mistrzem. Choćbyś sam miał już ogromne doświadczenie i praktykę to winien jesteś swemu nauczycielowi wdzięczność za wiedzę którą ci przekazał. Bez niego nie było by cię tam gdzie jesteś.

Kiedy po trzech latach studiów podyplomowych i zdanym egzaminie przed kilkuosobową komisją otrzymałem upragniony dyplom specjalisty w dziedzinie chirurgii, postanowiłem pochwalić się nim przed moją panią doktor. Była bardzo dumna i szczęśliwa, gratulowała mi sukcesu a ja w duchu czułem ogromną satysfakcję. "I co?"- myślałem. "Jednak chyba coś tam potrafię?" Nie mieliśmy jednak za dużo czasu na świętowanie, gdyż w gabinecie czekał już pacjent na zabieg.

- Dobrze, że jesteś, Maćku. Pomożesz przy operacji.

Na dźwięk tych słów poczułem się nieco zmieszany. - Hm, w zasadzie to trochę się spieszę... Może kiedy indziej...

- To naprawdę nie zajmie dużo czasu. No, dalej - myj ręce. Tylko dokładnie!

Położyłem swój dyplom na szafce lekarskiej i w milczeniu odkręciłem wodę.

Po kilkunastu minutach kiedy to już na dobre osadzony byłem w roli biernego obserwatora usłyszałem znajome:

- No, dobrze. To teraz skończ to co zaczęłam a ja tu posprzątam. Nie będę ci patrzeć na ręce, nie musisz się stresować.

"Jezu, tylko nie to" - pomyślałem. I jak marionetka, posłusznie chwyciłem za narzędzia.

Wydały mi się one dziwnie gorące, wręcz paliły w dłonie. Czułem też na sobie badawcze spojrzenie. Nagle znalazłem się sam pośrodku areny cyrkowej, w świetle jupiterów, a moje poczynania powiększone na ogromnych telebimach tak aby nic nie uszło czujnej uwadze widzów.

Cisza trwała zdecydowanie zbyt długo.

- Ja nie wiem czego oni was tam teraz uczą. Daj mi narzędzia i popatrz jak to ma być zrobione.

Dziwne ale pierwszy raz nie czułem się upokorzony. Poczułem ulgę. Zerknąłem na swój dyplom i uśmiechnąłem się. Wszystko było na swoim miejscu.

Maciej Bekier, lekarz weterynarii, specjalista chirurg

Gabinet weterynaryjny 'Uprzejmy Łoś'