Święta, Święta... a po Świętach?
Pamiętam jak kilka lat temu szykowałem sie do zabawy sylwestrowej kiedy zadzwonił telefon:
- Panie doktorze, bardzo przepraszam że zawracam głowę w Sylwestra ale mój Okruszek jest w bardzo ciężkim stanie. Cały dzień wymiotuje i nic nie je.
Znałem ten głos. Pani Gertruda Cyc. Nazwisko adekwatne do posiadanych walorów. Właścicielka kota Okruszka i największego biustu w okolicy.

Image: dream designs / FreeDigitalPhotos.net
- Czy kot ma apetyt? Próbowała go pani karmić?
- No właśnie chodzi o to że on jest głodny ale jak tylko coś zje to od razu wymiotuje.
- Czy ma pani w domu choinkę?
- ? Panie doktorze, są święta...
- A takie anielskie włosy, czy jak to tam się nazywa?
- Tak, ale co to ma...
- Proszę na mnie zaczekać. Za piętnaście minut będę w lecznicy.
Sprawa była prosta. Szerokie otwarcie pyska, wyciągnięcie języka i już wiedziałem z czym mam do czynienia. Język kota był sinoczerwony a wokół niego, u podstawy widoczna była głęboka rana. W jej wnętrzu tkwiła cienka jak włos przezroczysta tasiemka szerokości jednego milimetra, tworząca wokół języka zaciśniętą pętlę której jeden krótszy koniec wystawał do jamy ustnej a drugi ginął w przełyku.
- I co, panie doktorze? I co? Pani Gertruda była wyraźnie zniecierpliwiona. Podczas moich oględzin nachylała się nade mną chcąc lepiej zobaczyć co robię przez co jej ogromny biust co chwila lądował to na mojej głowie to na głowie Okruszka.
- Pani Gertrudo, mam trzy wiadomości - dobrą, złą i jeszcze gorszą. Dobra wiadomość jest taka że wiemy już co dolega Okruszkowi. Zjadł on część pani ozdoby choinkowej a jej koniec niestety owinął się wokół języka...
- O mój Boże! Mój Okruszek? Ach ty gapciu, niedobry ty!
- Hm, zła wiadomość jest taka że kota niezwłocznie trzeba operować.
- Ojej! Ale nie stanie mu się żadna krzywda, prawda? Nie bój się Okruszku, pan doktor nie skrzywdzi koteczka. Mamusia nie da kotkowi zrobić krzywdy.
- Pani Gertrudo, proszę się skupić. Sprawa jest poważna. Muszę otworzyć jamę brzuszną a być może konieczna będzie resekcja jelit. I to jest ta jeszcze gorsza wiadomość...
Okres świąteczno-noworoczny sprzyja wszelkiego rodzaju niekonwencjonalnym zdarzeniom począwszy od zaburzeń żołądkowo-jelitowych spowodowanych przejedzeniem się, na poparzeniach przez petardy skończywszy. Wiele psów zwyczjnie boi się wystrzałów i ich właściciele przychodzą do lecznicy po leki uspokajające. Często dochodzi wówczas do przedawkowania lub przeciwnie podania zbyt małej dawki leku i pies potem albo w ogóle nie jest uspokojony albo śpi "jak zabity" co również niepokoi właściciela. Bywa że pies jest paradoksalnie nadmiernie pobudzony. Należy pamiętać że każdy organizm reaguje osobniczo na dany lek i mimo zalecanej przez producenta dawki to lekarz powinien ustalić ją indywidualnie dla danego pacjenta uwzględniając nie tylko jego masę ciała i wiek ale również rasę oraz charakter. Inne psy jednakże wcale nie boją się patard, wręcz na nie polują. Łatwo sobie wyobrazić co może się stać gdy patarda wybuchnie w pysku psa. Lecznice weterynaryjne mają więc wtedy sporo pracy, szczególnie po świętach. Przyczyna jest prosta. W okresie świąt mniej uwagi poświęcamy naszym podopiecznym, zajęci przygotowaniami a potem świętowaniem. Czworonożni współdomownicy korzystają z obfitości pożywienia i podkradają różne smakołyki albo są świadomie karmieni np. przez naszych gości. York z objawami kolki jelitowej po kluskach z makiem czy wymiotujący labrador który zjadł kilogram toru to typowe przypadki okresu świątecznego. Inna sprawa to obecność w domach takich atrakcji jak choinki i stroiki wraz z ozdobami. Dla kota tzw. anielskie włosy są często atrakcją, której nie jest w stanie się oprzeć. Wszelkie tzw. linearne ciała obce to problem który niejednokrotnie ciężko rozwiązać nawet chirurgicznie. Będąc ciałami niecieniującymi są niewykrywalne w standardowym badaniu RTG, nie można ich też usunąć endoskopowo. Jeśli stosunkowo wcześnie zorientujemy się że nasz zwierzak połknął coś takiego jest jeszcze szansa na bezoperacyjne usunięcie. Koniec tasiemki może wystawać z pyska lub z odbytu i można ją wydobyć poprzez delikatne pociąganie. Najczęściej jednak właściciel w ogóle nie wie o zdarzeniu i zgłasza się do lecznicy dopiero zaniepokojony objawami. Z reguły dochodzi już wtedy do nanizania jelit na taśmę i trzeba ją usuwać po kawałku, nacinając jelita bądź usuwając ich kawałki które szybko ulegają martwicy z niedokrwienia. W przypadku Okruszka sytuacja była nieco lepsza. Obyło się bez resekcji, wymasowanie jelit i dwa nacięcia załatwiły sprawę.
Maciej Bekier, lekarz weterynarii, specjalista chirurg
Gabinet weterynaryjny 'Uprzejmy Łoś'
| « Całkiem inna historia | Historia Pana Nogi » |
|---|
Please wait...















