Z rezerwatu do Filharmonii - opowiadanie o wycieczce do Białegostoku
W pewien piękny, majowy poranek przy ul. Cieszkowskiego zebrała się grupa osób, którym wczesna godzina i tak świeże wspomnienie wygodnego łóżka, nie przysłaniało promiennych uśmiechów. Co robili przy siedzibie fundacji "Vis Maior" o godzinie 700? Otóż wtedy, dnia 16 maja odbył się tak długo i niecierpliwie oczekiwany wyjazd do Białegostoku. Uczestniczyłam w tej wspaniałej, trzydniowej wycieczce jako wolontariuszka. W dzień wyjazdu bez przerwy myślałam o tym, jaka będzie ta wycieczka? Czy będę potrafiła odnaleźć się wśród osób, których prawie bądź też zupełnie nie znałam? Stałam oparta o ścianę z wypchaną po brzegi torbą, patrzyłam na schodzących się pozostałych uczestników wycieczki i wtedy pierwszy raz odczułam wyraźną radość z powodu tego wyjazdu. Później podczas wspólnego podróżowania to niezwykle miłe uczucie towarzyszyło mi już bezustannie
Wyjechaliśmy z Warszawy wygodnym autokarem, którego stan techniczny na szczęście utrzymywał się w normie. Moim zdaniem jedyny minus tego pojazdu to konieczność pokonania sześciu, bądź też siedmiu schodków podczas wchodzenia i opuszczania autokaru. Nie był to jednak duży problem. Jola ze swoim psem przewodnikiem pokonywała schodki w nadzwyczaj szybkim tempie. Na szczęście nikt nie potrzebował interwencji lekarza. Cali, zdrowi i uśmiechnięci dojechaliśmy do pierwszego punktu wycieczki, którym był Białowieski Park Narodowy. Tam mieliśmy okazję do zwiedzenia dwóch rezerwatów: żubrów i przyrody. Niestety większości zwierząt nie udało nam się zobaczyć, gdyż schowały się w zakamarkach niedostępnych dla zwiedzających. Żubry jako zwierzęta olbrzymich rozmiarów nie zdołały ukryć się i cierpliwie znosiły obecność turystów. Rezerwat przyrody okazał się bardziej interesujący, dlatego, iż rośliny nie miały możliwości ucieczki przed zwiedzającymi. Co więcej, uprzejmy pan przewodnik chętnie pozwalał na dotykowe poznawanie różnego rodzaju roślin. Po aktywnym odpoczynku na łonie natury, pojechaliśmy do Białegostoku, gdzie dla totalnej odmiany wybraliśmy się do Filharmonii na wieczorny koncert. Oczywiście nie mogę pominąć kwestii zakwaterowania w hotelu "Spark", który okazał się bardzo przytulnym miejscem. Czasami niektórzy ( np. ja i koleżanka Jola) mieli kłopoty z dostaniem się do pokoju hotelowego, ponieważ drzwi otwierane były za pomocą karty magnetycznej. Wystarczyło jednak kilka magicznych słów, pogłaskanie klamki i zamek w drzwiach nie protestował dłużej. Po pysznej kolacji wyruszyliśmy na interesujący koncert do Filharmonii, w której ludzie spoglądali na nas z zainteresowaniem. Takie obserwowanie towarzyszyło nam przez cały czas. Ja w ludzkich spojrzeniach odnajdywałam przede wszystkim ciepło i sympatię.
Kolejnego dnia zwiedzaliśmy zabytki Białegostoku i okolic. Są to atrakcyjne miejsca, które zdecydowanie warto zobaczyć. Zwiedzanie nie byłoby z pewnością tak interesujące, bez obecności sympatycznej pani przewodnik, która z zaangażowaniem opowiadała o historii i walorach turystycznych Białegostoku. Zdarzyło się nam nawet w pewnym momencie zabłądzić podczas jazdy autokarem, ponieważ pani przewodnik całą swoją uwagę skupiła na opowiadaniu, zapominając jednocześnie o pilnowaniu trasy. Na szczęście sytuacja była wyłącznie powodem do śmiechu. Właściwą drogę znaleźliśmy szybko, aby z ochotą zwiedzać, zwiedzać, zwiedzać... Zatem jakie zabytki widzieliśmy? Otóż były to miejsca o zróżnicowanym charakterze. Byliśmy w Skansenie Wsi Białostockiej, gdzie poznaliśmy liczne urządzenia i przedmioty, używane przez rolników w dawnych czasach. Następnym punktem wycieczki było zwiedzanie Muzeum Ikon w Supraślu. To niesamowite miejsce, obdarzone szczególnym klimatem, przyciąga wielu turystów. Można tu zobaczyć bogactwo i różnorodność ikon, pochodzących z rozmaitych okresów historycznych. Zwiedzanie muzeum z pewnością uatrakcyjniają efekty dźwiękowe, a także świetlne, wprowadzające turystów w odpowiedni nastrój. Podczas wycieczki oglądaliśmy również miejsca sakralne takie jak: cerkiew Św. Mikołaja, kościół Najświętszej Marii Panny, a także synagoga w Tykocinie. Zwiedzanie zakończyliśmy długim spacerem po Narwiańskim Parku Narodowym. Niestety, bądź też szczęśliwie, nie udało się nam spotkać tam żadnych dzikich zwierząt.

Ostatni dzień wycieczki, czyli 18 maja upłynął nadzwyczaj szybko. Mieliśmy okazję do pobicia rekordu w jedzeniu pizzy ( kategoria ilościowa). Z pełnymi brzuchami powinniśmy wtedy pójść na spacer. My jednak wybraliśmy kino z audiodeskrypcją, a w nim zabawny film pt. "U Pana Boga w ogródku". Po seansie zadowoleni i wdzięczni organizatorom wyruszyliśmy w powrotną podróż do Warszawy.

Co można powiedzieć na podsumowanie wycieczki do Białegostoku? Myślę, że wystarczą trzy słowa: wspaniały, niezapomniany czas.
Sylwia Pilarska
Wyjazd sfinansowany ze środków Fundacji BRE Banku i Stołecznego Centrum Osób Niepełnosprawnych.
{backbutton}